Na razie elektryczne auta nie pomagają środowisku
Konrad Niklewicz
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 18:20
Masowa produkcja samochodów elektrycznych może przynieść skutki odwrotne od spodziewanych: jeszcze więcej emisji dwutlenku węgla i jeszcze więcej spalonego paliwa - ostrzega koalicja ekologicznych organizacji pozarządowych.
ZOBACZ TAKŻE
- Produkcja elektrycznego Forda Transita ruszy jeszcze w tym roku (04-03-10, 10:05)
- W Kalifornii premiera rewolucyjnego ogniwa ze stałym elektrolitem (25-02-10, 10:34)
- UOKiK: polepsza się jakość paliw (25-02-10, 10:07)
- Dystrybutorzy oleju mają problemy z kontrolą skarbową (24-02-10, 19:01)
- Rosną opłaty za rejestrację pojazdów (16-02-10, 13:20)
- UE zaczyna prace nad strategią elektrycznych aut (09-02-10, 21:18)
Jeżeli Unia Europejska nie zmieni swoich przepisów i nie zainwestuje w modernizację swojej sieci elektroenergetycznej, masowe wprowadzenie samochodów elektrycznych na rynek będzie przypominało leczenie trądu dżumą - ostrzegają organizacje Greenpeace, Friends of Earth i Transport&Environment. Wspólnie zamówiły one raport (przygotowany przez firmę konsultingową CE Delft), punktujący zagrożenie, jakie niesie niewłaściwa "elektryfikacja" rynku samochodowego.
Groźba pierwsza to efekt obowiązujących unijnych przepisów. Unijna dyrektywa, która narzuca na koncerny samochodowe obowiązek ograniczenia emisji CO2 w produkowanych przez siebie samochodach (do uśrednionego poziomu 130 gramów na każdy przejechany kilometr) zostawia niebezpieczną furtkę: otóż w pierwszych latach obowiązywania, pozwala liczyć każde wyprodukowane auto elektryczne... 3,5 raza. Ponieważ każdy samochód elektryczny będzie miał przypisaną emisję CO2 równą 0, takie rozwiązanie ułatwi koncernom życie. I spowoduje, że nadal będą mogły one produkować samochody-potwory, typu VW Tuareg, emitujące do 330 g CO2 na każdy kilometr.
W jaki sposób? Przykładowo: jeśli koncern X produkuje dziś 10 samochodów emitujących średnio 200 g/km, to żeby zejść (na papierze) poniżej poziomu 130 g/km, wystarczy że wyprodukuje dziewięć dotychczasowych modeli plus dwa auta elektryczne (liczonej jako siedem!). I średnia zejdzie mu do poziomu 112,5 g/km. Na papierze będzie się zgadzało, ale w praktyce nie zmieni się nic.
Drugie zagrożenie, związane z samochodami elektrycznymi, wynika z niedopasowania europejskiego systemu energetycznego. Autorzy raportu przestrzegają, że jeśli Europejczycy kupią elektryczne samochody, to będą chcieli je ładować np. w czasie postoju na firmowym parkingu, w ciągu dnia pracy. Efekt będzie taki, że obciążenie sieci wzrośnie jeszcze bardziej, konieczne stanie się uruchamianie rezerwowych bloków energetycznych - np. w elektrowniach gazowych. Sieć energetyczna oraz zasady taryfikacji - apelują autorzy raportu - powinna zostać tak zmodyfikowana, by ładowanie baterii elektrosamochodu było opłacalne/możliwe tylko w nocy, gdy w sieci energetycznej są nadwyżki mocy, pochodzące m.in. z siłowni wiatrowych. - Potrzebujemy inteligentnych samochodów elektrycznych, podłączanych do inteligentnych sieci elektrycznych, tak, by można je było ładować zieloną elektrycznością. Źle skonstruowane samochody elektryczne, podłączane do złej nieinteligentnej sieci, tylko zwiększą zapotrzebowanie na węgiel i energię nuklearną - komentuje Franziska Achterberg z Greenpeace.
Groźba pierwsza to efekt obowiązujących unijnych przepisów. Unijna dyrektywa, która narzuca na koncerny samochodowe obowiązek ograniczenia emisji CO2 w produkowanych przez siebie samochodach (do uśrednionego poziomu 130 gramów na każdy przejechany kilometr) zostawia niebezpieczną furtkę: otóż w pierwszych latach obowiązywania, pozwala liczyć każde wyprodukowane auto elektryczne... 3,5 raza. Ponieważ każdy samochód elektryczny będzie miał przypisaną emisję CO2 równą 0, takie rozwiązanie ułatwi koncernom życie. I spowoduje, że nadal będą mogły one produkować samochody-potwory, typu VW Tuareg, emitujące do 330 g CO2 na każdy kilometr.
W jaki sposób? Przykładowo: jeśli koncern X produkuje dziś 10 samochodów emitujących średnio 200 g/km, to żeby zejść (na papierze) poniżej poziomu 130 g/km, wystarczy że wyprodukuje dziewięć dotychczasowych modeli plus dwa auta elektryczne (liczonej jako siedem!). I średnia zejdzie mu do poziomu 112,5 g/km. Na papierze będzie się zgadzało, ale w praktyce nie zmieni się nic.
Drugie zagrożenie, związane z samochodami elektrycznymi, wynika z niedopasowania europejskiego systemu energetycznego. Autorzy raportu przestrzegają, że jeśli Europejczycy kupią elektryczne samochody, to będą chcieli je ładować np. w czasie postoju na firmowym parkingu, w ciągu dnia pracy. Efekt będzie taki, że obciążenie sieci wzrośnie jeszcze bardziej, konieczne stanie się uruchamianie rezerwowych bloków energetycznych - np. w elektrowniach gazowych. Sieć energetyczna oraz zasady taryfikacji - apelują autorzy raportu - powinna zostać tak zmodyfikowana, by ładowanie baterii elektrosamochodu było opłacalne/możliwe tylko w nocy, gdy w sieci energetycznej są nadwyżki mocy, pochodzące m.in. z siłowni wiatrowych. - Potrzebujemy inteligentnych samochodów elektrycznych, podłączanych do inteligentnych sieci elektrycznych, tak, by można je było ładować zieloną elektrycznością. Źle skonstruowane samochody elektryczne, podłączane do złej nieinteligentnej sieci, tylko zwiększą zapotrzebowanie na węgiel i energię nuklearną - komentuje Franziska Achterberg z Greenpeace.
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4
31 głosów
Przeczytaj 98 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach









