Jeżeli Unia Europejska nie zmieni swoich przepisów i nie zainwestuje w modernizację swojej sieci elektroenergetycznej, masowe wprowadzenie samochodów elektrycznych na rynek będzie przypominało leczenie trądu dżumą - ostrzegają organizacje Greenpeace, Friends of Earth i Transport&Environment. Wspólnie zamówiły one raport (przygotowany przez firmę konsultingową CE Delft), punktujący zagrożenie, jakie niesie niewłaściwa "elektryfikacja" rynku samochodowego.
Groźba pierwsza to efekt obowiązujących unijnych przepisów. Unijna dyrektywa, która narzuca na koncerny samochodowe obowiązek ograniczenia emisji CO2 w produkowanych przez siebie samochodach (do uśrednionego poziomu 130 gramów na każdy przejechany kilometr) zostawia niebezpieczną furtkę: otóż w pierwszych latach obowiązywania, pozwala liczyć każde wyprodukowane
auto elektryczne... 3,5 raza. Ponieważ każdy
samochód elektryczny będzie miał przypisaną emisję CO2 równą 0, takie rozwiązanie ułatwi koncernom życie. I spowoduje, że nadal będą mogły one produkować
samochody-potwory, typu VW Tuareg, emitujące do 330 g CO2 na każdy kilometr.
W jaki sposób? Przykładowo: jeśli koncern X produkuje dziś 10 samochodów emitujących średnio 200 g/km, to żeby zejść (na papierze) poniżej poziomu 130 g/km, wystarczy że wyprodukuje dziewięć dotychczasowych modeli plus dwa auta elektryczne (liczonej jako siedem!). I średnia zejdzie mu do poziomu 112,5 g/km. Na papierze będzie się zgadzało, ale w praktyce nie zmieni się nic.
Drugie zagrożenie, związane z
samochodami elektrycznymi, wynika z niedopasowania europejskiego systemu energetycznego. Autorzy raportu przestrzegają, że jeśli Europejczycy kupią elektryczne samochody, to będą chcieli je ładować np. w czasie postoju na firmowym parkingu, w ciągu dnia pracy. Efekt będzie taki, że obciążenie sieci wzrośnie jeszcze bardziej, konieczne stanie się uruchamianie rezerwowych bloków energetycznych - np. w elektrowniach gazowych. Sieć energetyczna oraz zasady taryfikacji - apelują autorzy raportu - powinna zostać tak zmodyfikowana, by ładowanie baterii elektrosamochodu było opłacalne/możliwe tylko w nocy, gdy w sieci energetycznej są nadwyżki mocy, pochodzące m.in. z siłowni wiatrowych. - Potrzebujemy inteligentnych samochodów elektrycznych, podłączanych do inteligentnych sieci elektrycznych, tak, by można je było ładować zieloną elektrycznością. Źle skonstruowane
samochody elektryczne, podłączane do złej nieinteligentnej sieci, tylko zwiększą zapotrzebowanie na węgiel i energię nuklearną - komentuje Franziska Achterberg z Greenpeace.