Biznes Ludzie Pieniądze

Projekt ustawy o GMO krytykują zwolennicy i przeciwnicy

Sylwia Śmigiel
09.02.2010 , aktualizacja: 09.02.2010 21:27
A A A Drukuj
Ważą się losy rządowego projektu ustawy o roślinach genetycznie modyfikowanych. Ciosy zadają i przeciwnicy, i zwolennicy GMO w Polsce
Przeciwnicy roślin genetycznie modyfikowanych na listopadowej demonstracji przed Sejmem
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta
Przeciwnicy roślin genetycznie modyfikowanych na listopadowej demonstracji przed Sejmem


Spory o rośliny genetycznie modyfikowane rozgorzały na nowo. Na specjalnym, publicznym przesłuchaniu rząd bronił w Sejmie swojego projektu ustawy o organizmach GMO. Próbuje w nim pogodzić ogień z wodą - dostosować polskie przepisy do prawa UE, a jednocześnie zablokować masowe wprowadzenie roślin GMO do polskiego rolnictwa.

- Wypełniając ściśle litery prawa, będziemy mogli doprowadzić do sytuacji, kiedy Polska będzie krajem wolnym od GMO - tłumaczy "Gazecie" wiceminister środowiska Janusz Zaleski. Przekonywał, że choć nie ma obecnie przekonujących danych, że GMO szkodzi, to wciąż nieznane są ewentualne skutki obecności organizmów GMO w perspektywie kilkudziesięciu lat. - GMO jest czymś absolutnie nowym. Czasem krzyżowaniem zwierzęcia z bakterią, czasem rośliny ze zwierzęciem - mówi Zaleski.

Ekipa Donalda Tuska znalazła się jednak między młotem a kowadłem. Wczoraj jej projekt atakowali w Sejmie wszyscy - i zwolennicy, i przeciwnicy GMO.

- Jeśli chcemy konkurować, a w Polsce nie będzie GMO, rolnicy powinni dostać rekompensaty - twierdził Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

- Polsce przecież nie grozi krajowy głód, więc po co produkować taką żywność. Z głodem w kraju doskonale radzą sobie organizacje kościelne - mówił poseł Jan Szyszko z PiS.

Prof. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego: - GMO jest koniem trojańskim. Może przynieść katastroficzne skutki dla środowiska.

Opinie przeciwników takich jak Skubały we wczorajszej debacie przeważały.

Łukasz Supergan z Greenpeace: - GMO raz wprowadzone do środowiska rozprzestrzenia się samorzutnie. Jeśli wprowadzimy taką kukurydzę, to zaraz wszyscy będziemy mieli na polach. Wystarczy jeden silny wiatr i rolnicy tradycyjni czy ekologiczni będą pozbawieni wyboru.

Rząd nie może jednak wprowadzić zakazu upraw. Unijne prawo stanowi, że rośliny GMO, które zostały dopuszczone na rynek przez unijną komisję naukową - np. kukurydza MON810, stworzona przez koncern Monsanto, mogą być uprawiane przez rolników. Zresztą jednym z priorytetów dla przewodniczącego nowej Komisji Europejskiej José Manuela Barrosa ma być przekonanie opornych krajów takich jak Polska, by dały zielone światło uprawom roślin GMO.

W unijnej dyrektywie jest jednak jedna furtka, którą rząd usiłuje się przecisnąć. Grupy rolników bowiem będą mogły składać dobrowolne deklaracje, że ich pola będą "terenami wolnymi od GMO". A rolnik, który będzie chciał uprawiać takie rośliny, będzie musiał spełnić szereg wymagań. - Będzie musiał ewidencjonować, raportować, co mu się urodziło, co zebrał i co z tymi produktami zrobił. Będzie znaczna uciążliwość prowadzenia tej uprawy - nie ukrywa Zaleski.

Rolnik będzie musiał zgłosić, że chce uprawiać GMO do odpowiednich instytucji. Przez pięć lat przechowywać całą dokumentację. Za jej brak grozi kara do 25 tys. zł. A za każdy hektar nielegalnej uprawy 5 tys. zł.

Poza tym, uprawa GMO musi być oddzielona od innej "pasem buforowym" szerokości 500 metrów. Ustawa daje też ministrowi rolnictwa prawo do wycofania zgody na uprawę GMO, jeśli pojawią się nowe informacje (np. naukowe badania) świadczące o tym, że może być ona groźna.

W dodatku, plony z upraw transgenicznych muszą być tak przechowywane, by nie pomieszały się z tradycyjnymi roślinami. Jeśli trafią np. punktu skupu jego właściciele będą musieli czyścić wszystkie maszyny, urządzenia i pomieszczenia. A na opakowaniach z produktami GMO musi być napis co najmniej takie samej wielkości, co nazwa towaru.

Jak zapowiada Zaleski po wejściu przepisów ministerstwo będzie wiedzieć co do metra kw. jaka jest powierzchnia upraw GMO. Dziś jeśli polski rolnik kupi worek kukurydzy GMO na Słowacji czy w Niemczech prawo nie obliguje go do zgłaszania tego. Dostępne są tylko szacunki oparte o dane od zagranicznych sprzedawców nasion GMO, że w Polsce jest ok. 3 tys. hektarów upraw GMO.

Ustawa reguluje także wszystko co dotyczy naukowych badań nad roślinami genetycznie modyfikowanymi. Wszystko ma być pod ścisłą kontrolą, ewidencjonowane i obwarowane szeregiem wymagań. Z naukowych upraw GMO organizmy nie mogą w sposób niekontrolowany przedostać się do środowiska.- Nie można być trochę w ciąży - przekonują przeciwnicy GMO domagając się wprowadzenia w Polsce całkowitego zakazu.

Tymczasem zwolennicy dopuszczenia upraw GMO, skarżą się, że tak skonstruowane przepisy to właściwie zakaz upraw roślin genetycznie modyfikowanych. Sama wielkość stref buforowych będzie dla wielu producentów nie do przeskoczenia. - Będzie jak w tym kawale: możesz jechać do USA, jeśli masz skończone 80 lat i zgodę obojga rodziców - kpi Tadeusz Szymańczak z Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. - Domagamy się prawa do wyboru!

Rządowy projekt ustawy jeszcze przez kilka tygodni będzie omawiany w sejmowych komisjach rolnictwa i środowiska. Potem głosowanie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów