Richard Curtis, najbardziej znany brytyjski scenarzysta i reżyser, rozpoczął kampanię na rzecz wprowadzenia globalnego "podatku Robin Hooda", czyli stałego podatku dla banków od prowadzonych transakcji. Szacuje się, że zyski z wprowadzenia podatku na całym świecie mogą wynieść do 700 mld funtów rocznie - pisze "Guardian"
- Pomysł wprowadzenia podatku od banków, żeby pomagać biednym, jest dobry, ale nie sądzę, żeby to przeszło. To bardzo skomplikowane i będzie miało negatywny wpływ na cały sektor bankowy - mówi Bill Nighy, jeden z bardziej znanych brytyjskich aktorów odtwarzający rolę prezesa dużego banku.
- Ale właśnie dostaliście miliony funtów od podatników na dalszą działalność? - pada pytanie.
- Cóż, no tak.
- I wciąż płacicie sobie miliony funtów premii?
- No tak.
Tak rozpoczyna się krótki film zaczynający brytyjską kampanię na rzecz "podatku Robin Hooda", czyli globalnego podatku nałożonego na każdą transakcję międzybankową. Podatek ma każdorazowo wynieść 0,05 proc. wartości każdej transakcji, a zgromadzone w ten sposób pieniądze mają być wydane na walkę ze zmianami klimatu i pomoc biednym krajom Trzeciego Świata. Reżyserem filmu jest Richard Curtis - najbardziej znany brytyjski scenarzysta i reżyser komediowy, odpowiedzialny za sukcesy takich filmów, jak "Notting Hill", "Cztery wesela i pogrzeb", "Po prostu miłość", czy serialu "Czarna żmija". Do pomocy zaprosił znanego brytyjskiego aktora Billa Nighy'ego, który wystąpił w roli prezesa banku, który zdenerwowany pod naporem pytań w końcu przyznaje, że globalny podatek od transakcji to dobry pomysł, który może pomóc wielu ludziom.
Filmik Curtisa to początek wielkiej kampanii, w której biorą udział liczne organizacje pozarządowe i charytatywne, m.in. organizacja One kierowana przez Bono z U2. Jej celem jest właśnie wprowadzenie globalnego podatku. Promują ją hasła: "Pierwszy podatek, który działa na twoją korzyść" i "Mała zmiana dla banków, wielka zmiana dla świata". - W wyniku światowego kryzysu pojawiły się sugestie, że nie ma pieniędzy na walkę z globalnym ociepleniem, obcina się pieniądze na edukację i pomoc biednym. Tymczasem pieniądze znajdują się w systemie bankowym. Rozumiem, że to skomplikowana sprawa i jest wiele pomysłów jej rozwiązania, ale staramy się połączyć problem ratowania banków i wielkie wyzwania, przed którymi stoją wszyscy mieszkańcy naszej planety. Powinniśmy współpracować z bankami, aby znaleźć wyjście z tej sytuacji - mówi o kampanii Richard Curtis. W swojej walce Curtis nie jest osamotniony - wspierają go liczne organizacje charytatywne i pozarządowe. Silna koalicja uważa, że roczne dochody z wprowadzenia takiego podatku mogłyby wynieść 700 mld dolarów, które można by przeznaczyć na szczytne cele.
Pomysł wprowadzenia globalnego podatku od banków funkcjonuje już od kilku miesięcy. Pierwszym światowym liderem, który poparł ten pomysł, był premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, który uznał, że wprowadzenie takiego podatku będzie formą rekompensaty banków dla społeczeństwa za wywołanie globalnego kryzysu finansowego. Kampania Curtisa, która ruszyła we wtorek, ma zatoczyć jeszcze szersze kręgi - planowane jest m.in. intensywne promowanie jej w portalu Facebook.