W poniedziałek: relacja z konferencji "Bezpieczeństwo energetyczne - czy jest bezcenne?"
Zaledwie kilka godzin mieli ministrowie na zatwierdzenie nowej umowy gazowej z rządem Rosji, największej w dziejach polskiej energetyki.
Na podstawie tej umowy do 2038 r. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo kupi od Gazpromu 306 mld m sześc. gazu wartego co najmniej 100 mld dol. Tak gigantyczną umowę rząd przyjął wczoraj w przyspieszonym i uproszczonym obiegowym trybie, bez żadnej dyskusji na posiedzeniu rządu.
Już rano ujawnił to minister skarbu Aleksander Grad w radiowej "Trójce". - Chyba dziś będzie decyzja rządu w trybie obiegowym - powiedział. Ale jednocześnie wywołał sporo zamieszania, zapowiadając, że rząd zatwierdzi "instrukcję negocjacyjną". Tymczasem negocjacje dawno się zakończyły.
Już w połowie grudnia zeszłego roku wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska i wiceminister energetyki Rosji Anatolij Janowski parafowali tekst nowego porozumienia gazowego rządów Polski i Rosji. Biuro prasowe Ministerstwa Skarbu nie wyjaśniło nam, o jakiej instrukcji negocjacyjnej mówił Grad. Wody w usta nabrało też biuro prasowe Ministerstwa Gospodarki.
Także rzecznik rządu Paweł Graś przez kilka godzin nie odpowiadał nam, jaki dokument w sprawie rosyjskiego gazu ma zatwierdzić rząd. Dopiero po południu okazało się, że chodzi o uchwałę rządu o zatwierdzeniu zmian w porozumieniu rządów Polski i Rosji w 1993 r. w sprawie dostaw gazu do Polski i eksploatacji gazociągu tranzytowego do Niemiec.
- Projekt tej uchwały Ministerstwo Gospodarki przekazało około godziny 13 lub 14 i zaraz potem była ona rozsyłana do zatwierdzenia przez ministrów. Uwagi ministrowie mieli zgłaszać do godziny 17 - powiedziała nam Beata Skorek z Centrum Informacyjnego Rządu. Dodała, że o takim trybie zatwierdzenia umowy zdecydował Maciej Berek, sekretarz Rady Ministrów i jednocześnie szef Rządowego Centrum Legislacji.
Zaskoczenia nie krył Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. - W trybie obiegowym rząd przyjmuje zwykle dokumenty o małym znaczeniu. A ta umowa ma wielkie znaczenie i powinna być przedmiotem debaty na posiedzeniu rządu - powiedział "Gazecie" Janusz Steinhoff.
Rząd się spieszył, bo wczoraj upływał termin na zatwierdzenie ugody, którą dwa tygodnie temu podpisał w Moskwie z Gazpromem prezes PGNiG Michał Szubski. Takiej ugody zażądał wicepremier Waldemar Pawlak w połowie grudnia. Pawlak zapowiedział wtedy, że zablokuje zatwierdzenie gazowej umowy z rządem Rosji, dopóki PGNiG i Gazprom nie rozwiążą spornych rozliczeń.
Największy spór dotyczył długów Gazpromu wobec spółki EuRoPol Gaz za tranzyt gazu do Niemiec. Chodzi o kwotę od 180 do 380 mln dol. plus odsetki. Precyzyjnie wartości długów Rosjan nie da się podać z powodu ciągnących się postępowań w sądach Polski i Rosji.
PGNiG ustąpił i postanowił darować Rosjanom długi wobec EuRoPol Gazu. Polski koncern zrezygnował też z dochodzenia w arbitrażu w Berlinie ok. 60 mln dol. od RosUkrEnergo, szwajcarskiej spółki Gazpromu. Odszkodowanie się należało, bo w zeszłym roku RUE nie wywiązało się z kontraktu na dostawy 2,3 mld m sześc. gazu do Polski. Niedobory polski koncern uzupełniał, zwiększając
import droższego surowca wprost od Gazpromu.
Za rezygnację z tych roszczeń PGNiG będzie mogło do 2014 r. dostać rabat do 1,5 proc. od ceny gazu sprowadzanego z Rosji. Ale polska firma skorzysta z ulgi tylko wtedy, gdy odbierze maksymalną ilość gazu zamówionego od Gazpromu. A to utrudni import gazu spoza Rosji.
We wtorek ugodę podpisaną przez Szubskiego zatwierdził zarząd PGNiG, a wczoraj miała ją zatwierdzić także rada nadzorcza koncernu. Status tej ugody był niejasny, jak przyznawał "Gazecie" szef rady PGNiG prof. Stanisław Rychlicki. Bo został podpisany nie tylko w imieniu PGNiG i Gazpromu, ale także EuRoPol Gazu. Jak rada nadzorcza PGNiG mogła się wypowiadać w imieniu innej spółki, czyli EuRoPol Gazu? Nie udało nam się wczoraj porozmawiać z prof. Rychlickim, jak rozwiązano ten problem.