Według niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" bank pomógł Grekom w 2002 r. obniżyć bieżącą wartość zadłużenia, wykorzystując do tego tzw.
swapy walutowe. Jak?
Grecki rząd emitował obligacje denominowane w dolarach lub jenach. Zgodnie z umową z
Goldman Sachs zamieniał zadłużenie na euro z zastrzeżeniem, że w przyszłości ponownie będzie wymienione na dolary lub jeny. Kurs euro w transakcji był jednak sztucznie zmieniony w stosunku do rynkowego. Dzięki temu zadłużenie Grecji liczone po oficjalnym kursie euro było niższe niż rzeczywiste. Według "Spiegla" Grecy mogli w ten sposób pożyczyć dodatkowy miliard dolarów. Amerykański bank oczywiście za taką transakcję wziął słoną prowizję. A Grecy i tak będą musieli zwrócić pełne zadłużenie w latach 2012-17, gdy przypada termin wykupu tych obligacji.
Poprosiliśmy w Goldman Sachs o komentarz w tej sprawie, ale wczoraj nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Dzięki ukrywaniu długów Grecy mogli łatwiej spełnić kryteria z Maastricht, czyli utrzymywać deficyt sektora finansów publicznych poniżej poziomu 3 proc.
PKB. Przekroczenie poziomu deficytu grozi sankcjami ze strony Komisji Europejskiej.
Eurostat wielokrotnie miał zastrzeżenia do jakości greckich statystyk. W przeszłości Grecy wyjątkowo często korygowali swoje statystyki dotyczące deficytu i długu. Przykładowo w marcu 2004 przekazali Eurostatowi informacje, że deficyt w latach 2000-03 utrzymywał się na poziomie 1,4-2 proc. PKB. Mieścił się więc w normie. Ale już we wrześniu tego samego roku skorygowali dane dotyczące deficytu do 3,7-4,6 proc. PKB. Okazało się więc, że
Grecja w tych latach kryteriów z Maastricht wcale nie spełniała.
Teraz sytuacja się powtarza. - Poprzedni rząd próbował manipulować statystykami - mówił niedawno "Gazecie" Loukas Tsoukalis, prezydent greckiego think-tanku ELIAMEP. - Mógł to robić stosunkowo łatwo, bo greckie biuro statystyczne do tej pory było zależne od ministerstwa finansów. Dopiero teraz się to zmienia.