Mimo o wiele niższego zysku prezes banku Bogusław Kott uznaje 2009 r. za sukces. - Przeprowadziliśmy głęboką restrukturyzację i zmiany organizacyjne - mówi. W Millennium uderzyło osłabienie złotego - bank należał do grona najbardziej poszkodowanych w związku z
opcjami walutowymi, a portfel walutowych kredytów hipotecznych zaczął gwałtownie puchnąć.
Żeby znaleźć pieniądze, bank drastycznie ciął zatrudnienie. Zwolniono 804 osoby (ponad 10 proc. załogi), ale dzięki temu bank zaoszczędził 157 mln zł. - Koszty są dużo niższe, niż rynek oczekiwał, szczególnie koszty osobowe i administracyjne - chwali Maciej Barański, analityk z DM BZ WBK.
Problemem Millennium są złe kredyty - na koniec 2009 r. ich udział w całości portfela wyniósł 5,9 proc., ale w pionie korporacyjnym było to aż 17,5 proc. Co bank z tym zrobi? - Współpracujemy z firmami w takim stopniu, w jakim jest to możliwe. Nie zamierzamy sprzedawać tych kredytów - mówi szef Millennium.
Kott uważa, że bank jest gotowy do rozwoju. Z błyskawicznie przeprowadzonej emisji akcji Millennium zebrał 1 mld zł. Wiceprezes Fernando Bicho podkreśla, że dzięki tym pieniądzom jest bankiem o jednym z najwyższych współczynników wypłacalności. - Wykorzystamy te pieniądze na kredyty dla firm i inwestycje, zwłaszcza w system informatyczny - zapowiada Bicho.
W przyszłość prezes Kott spogląda z umiarkowanym optymizmem: - To raczej nie będzie czas stabilizacji na rynkach międzynarodowych.
W podobnym tonie wypowiada się Mariusz Grendowicz, prezes
BRE Banku, który wyniki przedstawił we wtorek. - Nie możemy się spodziewać, że zagraniczni właściciele wyślą polskim bankom miliardy euro. Jeśli zgromadzone w bankach oszczędności będą rosnąć w tempie 5-10 proc. rocznie, to akcja kredytowa nie będzie mogła rozwijać się szybciej. A dla przyspieszającej gospodarki taka dynamika kredytów może okazać się poważnym hamulcem - uważa prezes
BRE Banku.