O negatywnej opinii Biura Studiów i Analiz Sejmowych napisał na swoim
blogu Janusz Piechociński, poseł PSL i zastępca przewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury. - Nie będzie blokowania stron - pisze poseł.
Nie chodziło jednak o kontrowersyjną ustawę, w której rząd chciał wprowadzić Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych i blokować strony hazardowe, pedofilskie oraz witryny ułatwiających oszustwa finansowe, lecz o tzw. megaustawę internetową, która ma ułatwić budowę sieci telekomunikacyjnych, głównie światłowodów z szybkim internetem.
Jeden z punktów ustawy dotyczył darmowego dostępu do internetu, który szkołom i mieszkańcom dostarczają samorządy (jest tak w niektórych gminach w Polsce). Ale by taki dostęp - fundowany z pieniędzy unijnych - nie konkurował z komercyjnymi operatorami, na darmowe sieci chciano w ustawie narzucić ograniczenia: • maksymalną prędkość łącza, • czas, po którym połączenie byłoby zrywane, oraz • „obowiązek blokowania dostępu do treści zakazanych dla
dzieci lub młodzieży”.
Zapis w podkomisji usunięto, prosząc o opinię sejmowych prawników. Eksperci z Biura Analiz uznali, że zapis narusza konstytucję.
W podsumowaniu czytamy, że blokowanie prowadzi do "ograniczenia wolności pozyskiwania informacji zawartych na stronach internetowych (...) w sposób, który nie mieści się w konstytucyjnych standardach ograniczania wolności i praw". W dodatku zapis o blokowaniu treści jest sformułowany tak niejasno, że nie wiadomo, jak go interpretować - dodają prawnicy.
Choć opinia dotyczy innej ustawy, informację podchwyciły organizacje pozarządowe i media, uważając, że to mocny argument w walce z rządowym projektem czarnej listy stron. Przypomnijmy: gdy w styczniu rząd praktycznie bez konsultacji społecznych przyjął projekt ustawy, pod apelem do prezydenta o weto podpisało się prawie 80 tys. osób. Internauci protestowali, bo ich zdaniem projekt ograniczał wolność słowa. Premier w zeszłym tygodniu zapowiedział, że na razie się z projektu wycofuje.
Tymczasem streszczenie uzasadnienia jest mylące - co wychwycił bloger Jacek Sierpiński. Prawnicy z Biura Analiz piszą w opinii, że blokowanie może nie być skuteczne. Ale dodają: "Na gruncie prawnym wydaje się, że co do zasady wprowadzenie obowiązku blokowania dostępu stron mogłoby zostać uzasadnione w świetle przesłanki moralności publicznej zawartej w art. 31 ust. 3 konstytucji". Podkreślają, że choć blokowanie oznaczałoby ograniczenie wolności dostępu do informacji, to ta wolność nie ma charakteru absolutnego. Nie można też ich zdaniem mówić o cenzurze - bo w konstytucji zapisano jedynie, że niedozwolona jest cenzura prewencyjna, czyli taka, która blokowałaby już samą publikację treści, a nie dostęp do strony.
Skąd więc zarzut o niezgodności blokowania z konstytucją? Ekspertom sejmowym nie spodobało się to, że Urząd Komunikacji Elektronicznej blokowanie stron ograniczył tylko do sieci samorządowych. I tylko darmowych lub subsydiowanych.