Biznes Ludzie Pieniądze

Blokować strony zgodnie z konstytucją czy wbrew niej?

Tomasz Grynkiewicz
10.02.2010 , aktualizacja: 10.02.2010 20:23
A A A Drukuj
Sejmowi prawnicy uznali, że blokowanie stron może naruszać konstytucję. Z opinii jednak nie wynika, że pomysł rządowy z czarną listą domen też byłby... sprzeczny z konstytucją
Serwery komputerowe
Serwery komputerowe
O negatywnej opinii Biura Studiów i Analiz Sejmowych napisał na swoim blogu Janusz Piechociński, poseł PSL i zastępca przewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury. - Nie będzie blokowania stron - pisze poseł.

Nie chodziło jednak o kontrowersyjną ustawę, w której rząd chciał wprowadzić Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych i blokować strony hazardowe, pedofilskie oraz witryny ułatwiających oszustwa finansowe, lecz o tzw. megaustawę internetową, która ma ułatwić budowę sieci telekomunikacyjnych, głównie światłowodów z szybkim internetem.

Jeden z punktów ustawy dotyczył darmowego dostępu do internetu, który szkołom i mieszkańcom dostarczają samorządy (jest tak w niektórych gminach w Polsce). Ale by taki dostęp - fundowany z pieniędzy unijnych - nie konkurował z komercyjnymi operatorami, na darmowe sieci chciano w ustawie narzucić ograniczenia: •  maksymalną prędkość łącza, •  czas, po którym połączenie byłoby zrywane, oraz •  „obowiązek blokowania dostępu do treści zakazanych dla dzieci lub młodzieży”.

Zapis w podkomisji usunięto, prosząc o opinię sejmowych prawników. Eksperci z Biura Analiz uznali, że zapis narusza konstytucję.

W podsumowaniu czytamy, że blokowanie prowadzi do "ograniczenia wolności pozyskiwania informacji zawartych na stronach internetowych (...) w sposób, który nie mieści się w konstytucyjnych standardach ograniczania wolności i praw". W dodatku zapis o blokowaniu treści jest sformułowany tak niejasno, że nie wiadomo, jak go interpretować - dodają prawnicy.

Choć opinia dotyczy innej ustawy, informację podchwyciły organizacje pozarządowe i media, uważając, że to mocny argument w walce z rządowym projektem czarnej listy stron. Przypomnijmy: gdy w styczniu rząd praktycznie bez konsultacji społecznych przyjął projekt ustawy, pod apelem do prezydenta o weto podpisało się prawie 80 tys. osób. Internauci protestowali, bo ich zdaniem projekt ograniczał wolność słowa. Premier w zeszłym tygodniu zapowiedział, że na razie się z projektu wycofuje.

Tymczasem streszczenie uzasadnienia jest mylące - co wychwycił bloger Jacek Sierpiński. Prawnicy z Biura Analiz piszą w opinii, że blokowanie może nie być skuteczne. Ale dodają: "Na gruncie prawnym wydaje się, że co do zasady wprowadzenie obowiązku blokowania dostępu stron mogłoby zostać uzasadnione w świetle przesłanki moralności publicznej zawartej w art. 31 ust. 3 konstytucji". Podkreślają, że choć blokowanie oznaczałoby ograniczenie wolności dostępu do informacji, to ta wolność nie ma charakteru absolutnego. Nie można też ich zdaniem mówić o cenzurze - bo w konstytucji zapisano jedynie, że niedozwolona jest cenzura prewencyjna, czyli taka, która blokowałaby już samą publikację treści, a nie dostęp do strony.

Skąd więc zarzut o niezgodności blokowania z konstytucją? Ekspertom sejmowym nie spodobało się to, że Urząd Komunikacji Elektronicznej blokowanie stron ograniczył tylko do sieci samorządowych. I tylko darmowych lub subsydiowanych.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy