Witold Gadomski: Grecy nie chcą, ale muszą Pogrążona w kolosalnym deficycie
Grecja (12,7 proc. w 2009 r.) zagraża stabilności całej strefy euro, bo rynki finansowe nie dowierzają planom rządu Jeoriosa Papandreu, który zapewnia, że zredukuje deficyt o ponad cztery punkty procentowe już w tym roku, a w 2012 r. zbije go do zalecanego przez Unię poziomu 3 proc. - Potrzebujemy politycznego i psychologicznego poparcia Europy! - apelował wczoraj Papandreu w Brukseli.
Wsparcie - na razie wyłącznie polityczne - nadeszło wczoraj ze strony kanclerz Angeli Merkel oraz prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, którzy od kilku dni przygotowują rezerwowy plan ratunkowy dla Grecji. Po ich dwugodzinnym spotkaniu z Papandreu oraz szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barrosem reszta przywódców krajów strefy euro dostała do zatwierdzenia deklarację z kluczowym zdaniem, że "w razie potrzeby zdecydowanie oraz w sposób skoordynowany" podejmą działania na rzecz ratowania stabilności całej strefy euro.
Publikacja tego zdawkowego oświadczenia natychmiast podwyższyła notowania greckich obligacji i ustabilizowała cenę euro. - Daliśmy mocny sygnał, że jesteśmy gotowi ratować stabilność unii walutowej - tłumaczył wczoraj szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.
Oficjalnie nie było wczoraj mowy o pomocy finansowej dla Grecji, bo
Ateny - jak informowano - nie poprosiły o nią. Jednak niewykluczone, że szczegóły planu ratunkowego zostaną ogłoszone już w przyszłym tygodniu. UE na razie nie zamierza naginać unijnych traktatów i udzielać Grekom unijnych pożyczek. Natomiast ciężar ratowania strefy euro zamierza - jak mówią brukselscy dyplomaci - wziąć na siebie przede wszystkim
Berlin oraz
Paryż. Miałyby to być pożyczki dla Greków bądź wykup greckich obligacji rządowych.
Choć Donald Tusk tuż przed szczytem mówił o swej warunkowej zgodzie na pomoc Grekom z emisji unijnych euroobligacji, to ten wariant ponoć nie był poddany pod dyskusję przez ministrów finansów strefy euro, którzy do późnego środowego wieczora telefonicznie konsultowali scenariusze pomocowe. Po szczycie Tusk cieszył się, że ciężar ewentualnej pomocy dla Grecji spadnie na kraje euro, czyli nie na Polskę.
Przywódcy UE formalne zaakceptowali wczoraj plan cięć budżetowych w Grecji (m.in. zamrożenie pensji w budżetówce, cięcia premii, obniżenie indeksacji emerytur), któremu Komisja Europejska wystawiła pozytywną rekomendację już półtora tygodnia temu. Poparli też rygorystyczny plan comiesięcznego oceniania greckich reform przez Komisję. - To nie może być wszystko. Potrzebne są kolejne radykalne oszczędności - miał apelować Barroso podczas obrad szczytu. Kanclerz Merkel podobno wydusiła od premiera Papandreu m.in. obietnicę podwyższenia greckiego VAT.
Grecja to niejedyne słabe ogniwo w UE, które wskutek kryzysu grozi pożarem w całej strefie euro. Rynki finansowe podejrzliwie patrzą też na Portugalię, Hiszpanię oraz Irlandię. W giełdowym żargonie - na podstawie ich angielskich inicjałów - nadano już nawet tej grupie nazwę PIGS (co może też znaczyć "świnie"). Jej czterej członkowie odpowiadają za 15 proc. PKB w strefie euro. Czy przywódcy UE zagwarantują pomoc także dla innych krajów prócz Grecji? - Dziś rozmawialiśmy wyłącznie o Grecji. I o greckim planie reform - odpowiadał wczoraj Van Rompuy.
Francuzi i
Niemcy nadal twardo opierają się pomysłom, aby na pomoc Grekom wezwać Międzynarodowy Fundusz Walutowy, co byłoby wielką prestiżową porażką UE oraz - jak przekonują - podważyłoby międzynarodowe zaufanie co do przyszłości strefy euro.
- Nie rozumiem. Skoro wkładamy w MFW tak wielkie pieniądze, to dlaczego nie wykorzystać go teraz w sytuacji kryzysowej - zastanawia się dyplomata z Wielkiej Brytanii, która pozostaje poza strefą euro. Jednak we wczorajszej deklaracji na temat Grecji znalazło się tylko krótkie i enigmatyczne zdanie, które zapowiada skorzystanie z "doświadczenia" MFW.