W czasie dyskusji najwięcej kontrowersji wzbudziła kwestia wieloletniego kontraktu podpisanego niedawno przez PGNiG. Sławomir Hinc kilkakrotnie podkreślał, że umowę zawarto, bo Gazprom jest wiarygodnym dostawcą. - To nie jest pośrednik, tylko producent - podkreślał. - Co się zmieniło przez ostatnie dwa tygodnie, że Gazprom nagle został wiarygodnym dostawcą? - pytał Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.
Z wypowiedzi Hinca wynikało, że rosyjska firma w styczniu praktycznie uratowała PGNiG przez katastrofą. - Bez dodatkowego gazu od Gazpromu, którego Rosjanie nie mieli obowiązku dostarczać, w styczniu nasze magazyny byłyby puste. Gazprom okazał się firmą, która stara się zrozumieć nasze problemy. Jakie byłyby skutki dla PGNiG i naszej gospodarki, gdyby literalnie trzymali się umowy? - odpowiedział Hinc
- Gazprom nie jest wiarygodną firmą, to instytucja sterowana z Kremla, albo Łubianki. W ten sposób Jacek Saryusz-Wolski eurodeputowany PO odniósł się do wypowiedzi wiceprezesa PGNiG, który chwalił rosyjską spółkę za zwiększone dostawy gazu w styczniu, do których rosyjska spółka nie była zobowiązana, a które pozwoliły nam przetrwać surową zimę.
Saryusz-Wolski podkreślił, że konieczna jest nie tylko budowa gazowych interkonektorów między krajami, niezależnie od tego czy będą rentowne czy nie. Muszą więc być finansowane z pieniędzy podatników. Konieczne jest także ustawowe zobowiązanie firm do sprzedaży gazu krajom zagrożonym w razie kryzysu, tak aby firmy nie czekały na zgodę Gazpromu w tej kwestii.
W poniedziałek: relacja z konferencji "Bezpieczeństwo energetyczne - czy jest bezcenne?"