Jak zapewnić bezpieczeństwo dostaw gazu do Polski, nie windując za bardzo cen błękitnego paliwa. Jaką rolę odgrywa w Polsce i Europie gaz z Rosji? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty "Bezpieczeństwo energetyczne - czy jest bezcenne?" zorganizowanej w siedzibie "Gazety Wyborczej".
To doskonały czas na taką dyskusję - rząd w środę zatwierdził długoterminową umowę na dostawy gazu z Rosji. Wart ok. 100 mld dol. kontrakt zapewni nam gaz do 2037 r., ale wywołuje falę krytyki ze strony opozycji, zwłaszcza PiS. Chodzi o to, czy umowa nie sparaliżuje alternatywnych możliwości dostaw gazu.
Przedstawiciele rządu i PGNiG zapewniali, że kontrakt doskonale się wpisuje w scenariusz dywersyfikacji. - Rozpoczynamy wielki program rozbudowy polskiego gazownictwa - mówił wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski. - Najważniejszy element to terminal do odbioru skroplonego gazu LNG. Do tego dochodzi 1000 km sieci przesyłowej, a przez ostatnie lata zbudowano zaledwie 30 km.
Resort skarbu i PGNiG przywiązują też ogromną wagę do powstania interkonektorów, czyli gazowych łączników z sąsiadami: Niemcami, Czechami i Słowacją. - Przez ostatnie lata nic się w tej sprawie nie działo. Nie byłoby trudnych rozmów ze stroną rosyjską, gdyby nie to, że w 2006 r. zaniechano wysiłków budowy interkonektorów na zachodniej i południowej granicy - mówił Budzanowski. Gaz, który z nich będzie płynął, i tak będzie rosyjski, ale zdaniem Budzanowskiego nie ma to znaczenia: - Nie jest to gaz kupowany od Rosjan.
Kontrakt zachwalał także wiceprezes PGNiG Sławomir Hinc. Podkreślał, że dzięki niemu zachowamy status kraju tranzytowego - mimo że na dnie Bałtyku powstanie gazociąg Nord Stream łączący Rosję i
Niemcy, biegnącym przez Polskę gazociągiem jamalskim wciąż będzie płynął gaz. - Zarobią na tym gminy pobierające podatek od
nieruchomości - mówił Hinc.
Hinc wyrażał się o Gazpromie w samych superlatywach: - To wiarygodny partner. Bez dodatkowego gazu od Gazpromu w styczniu, którego Rosjanie nie mieli obowiązku dostarczać, w styczniu nasze magazyny byłyby puste. Gazprom okazał się firmą, która stara się zrozumieć nasze problemy. Jakie byłyby skutki dla PGNiG i gospodarki, gdyby literalnie się trzymali umowy - pytał retorycznie.
Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO i szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej w rządzie Jerzego Buzka, gwałtownie oponował: - Gazprom jest organem, przy pomocy którego państwo rosyjskie realizuje cele militarne i polityczne. Jego zdaniem o jakiejkolwiek wiarygodności rosyjskiej firmy trudno jest mówić.
Saryusz-Wolski podkreślił, że konieczna jest nie tylko budowa gazowych interkonektorów między krajami, niezależnie od tego, czy będą rentowne, czy nie (muszą więc być finansowane z pieniędzy podatników). Konieczne jest także ustawowe zobowiązanie firm do sprzedaży gazu krajom zagrożonym w razie kryzysu, tak aby zachodnie firmy nie czekały na zgodę Gazpromu w tej kwestii. W Parlamencie Europejskim trwają prace nad dyrektywą o bezpieczeństwie energetycznym, ale według eurodeputowanego PO daleko idące propozycje Polski są rozwadniane przez kraje stawiające na współpracę z Rosją, zwłaszcza Niemcy i Włochy.
Saryusz-Wolski skrytykował także ostro dwa sztandarowe projekty Gazpromu i zachodnich koncernów energetycznych - bałtycki Nord Stream i biegnący dnem Morza Czarnego South Stream, którym gaz rosyjski popłynie na Bałkany, do Austrii i do Włoch. - Powstają one dzięki gigantycznej korupcji politycznej - mówił. Wypomniał, że konsorcjum Nord Stream zatrudniło byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera i byłego premiera Finlandii Paavo Lipponena.
- Mówiłem już w 2006 r., że Nord Stream powstanie niezależnie od naszego sprzeciwu. A jak nie możemy czegoś pokonać, to lepiej się przyłączyć. Ja się bałem w latach 80. radzieckich czołgów, ale nie boję się rosyjskiego gazu - ripostował Robert Gwiazdowski, szef Centrum im. Adama Smitha, pracujący także dla firm energetycznych i chemicznych jako doradca.
Uczestnicy debaty zastanawiali się także, jak zwycięstwo Wiktora Janukowycza w ukraińskich wyborach prezydenckich wpłynie na przyszłość tranzytu gazu przez Ukrainę. Janukowycz chce powrotu do idei konsorcjum z udziałem firm zachodnich i rosyjskich, które zainwestowałoby w rozwój ukraińskich gazociągów. - Rosja raczej nie weźmie w tym udziału. Po ubiegłorocznym kryzysie gazowym, kiedy tranzyt gazu przez Ukrainę został przerwany, Gazprom i rosyjski rząd postawiły na Ukrainie krzyżyk - ocenił Michaił Krutichin z moskiewskiej firmy doradczej RusEnergy pracującej zarówno dla Gazpromu, jak i dla dużych firm zachodnich.
- Inwestorzy gazociągu Nord Stream mają już komplet zezwoleń na budowę. Wczoraj Regionalna Administracja Południowej Finlandii wydała zezwolenie na ułożenie 374 km gazociągu na akwenach fińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej na Bałtyku. Nie ujawniono, jakie szczegółowe warunki postawiły fińskie władze (na duńskich i szwedzkich wodach rury nie wolno układać np. w okresie tarła dorsza). W ciągu miesiąca można zaskarżyć fińskie zezwolenie do sądu. Budowa gazociągu ma się zacząć 1 kwietnia.
Debatę zorganizowały "Gazeta Wyborcza" i serwis Wyborcza.biz. Partnerem debaty było Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, a partnerem merytorycznym - firma doradcza Ernst & Young