Ponieważ zapaść budżetowa dotyczy większości gospodarek krajów rozwiniętych, błędem byłoby skupianie uwagi na strefie euro. Według przewidywań MFW najcięższa walka czeka Japonię i Wielką Brytanię, które niczym drwal w reklamie siekier muszą ociosać swe wydatki o równowartość aż 13 proc. PKB.
Irlandia,
Hiszpania i
Grecja muszą zaoszczędzić po 9 proc.,
USA niewiele mniej, bo aż 8,8 proc.
Pandemia ostrego zadłużenia rządów może zdusić w zarodku anemiczną rekonwalescencję światowej gospodarki. Niewiele pomogą deklaracje europejskich przywódców o politycznym poparciu dla słabeuszy. Rynki nie pozwolą sobie zamydlić oczu. Według "Huffington Post" plaga budżetowych dziur będzie tym samym dla światowej gospodarki, czym były kredyty hipoteczne subprime. W najbliższej przyszłości, gdy usłyszymy o toksycznych papierach, coraz częściej mogą to być... rządowe obligacje.
Porzucanie euro dla dolara, którego jesteśmy świadkami, to zdaniem Fergusona ucieczka z deszczu pod rynnę i potrwa ledwie kilka miesięcy. Dlaczego? Bo dolar to nie jest bezpieczna przystań. Według ocen Białego Domu amerykański dług publiczny już za dwa lata przekroczy 100 proc. PKB. W tym roku
deficyt budżetowy USA sięgnie 10 proc. PKB, a eksperci Kongresu wyliczyli, że Ameryka już nigdy nie będzie miała zrównoważonego budżetu.
Odsetki od amerykańskich papierów skarbowych nie rosną gwałtownie tylko dlatego, że był na nie pewny popyt. Gwarantowała go, po pierwsze, pomoc rządowa dla amerykańskich banków (polegała między innymi na wymianie bankowych toksycznych papierów na obligacje skarbu państwa), a po drugie, popyt Chińczyków, którzy chętnie je kupowali. I jedno, i drugie odchodzi w przeszłość.
Państwo powoli odłącza finansową kroplówkę od rynku finansowego, który z OIOM-u trafi na zatłoczony korytarz. A Chińczyków coraz mniej interesują amerykańskie papiery skarbowe. W 2006 roku wykupili aż 47 proc. emisji, w 2008 - 20 proc., a w 2009 - zaledwie 5 proc. W tej sytuacji bezpieczniejszym wyjściem dla światowych inwestorów byłyby zakupy chińskiej waluty, ale Chińczycy, niestety, nie potrzebują pożyczek.
"The Economist" podkreśla, że współczesne rynki kapitałowe jeszcze nie widziały tak gwałtownego wzrostu długu w uprzemysłowionym świecie. W ciągu ostatnich dwóch lat średni odsetek PKB, jaki stanowi dług publiczny, podskoczył w bogatych krajach z 80 proc. do blisko 100 proc. A zdaniem MFW do 2014 roku zbliżymy się do 120 proc. Im większym ryzykiem rynki obarczą obligacje skarbowe krajów Zachodu, tym większe urosną odsetki od długu i trudniej będzie go spłacić.
Fala pesymizmu przetacza się właśnie przez giełdy i coraz częściej można usłyszeć o zapomnianej już nieco teorii recesji o przebiegu podobnym do litery W. Od połowy stycznia globalny indeks giełdowy MSCI stracił 10 proc. Czy wpadniemy w drugi dołek?
O tym według brytyjskiego tygodnika zdecydują trzy czynniki. Po pierwsze, siła wzrostu, a szczególnie to, czy jest naturalny, czy sztucznie wywołany przez rządy. Po drugie, siła optymizmu (lub pesymizmu) inwestorów, czyli to, czy po Grecji stracą zaufanie również do innych krajów. Po trzecie, kunszt i dobre wyczucie rządów i banków centralnych przy wycofywaniu się ze sztucznego wspomagania gospodarek. Kraje rozwinięte nie powinny się z tym zbytnio spieszyć.