Panika wybucha wczesną wiosną 2009 roku. Na początku kwietnia czteroletni Edgar Hernandez trafia w stanie ciężkim do szpitala w meksykańskiej La Glorii. Lekarze przez dwa tygodnie nie potrafią postawić diagnozy. Liczba chorych z każdym dniem rośnie.
Do przychodni w różnych częściach kraju zgłaszają się kolejne osoby skarżące się na kłopoty z oddychaniem i ostrą biegunkę. 8 kwietnia w Oaxaxa na południu Meksyku umiera 39-letnia Maria Gutierrez. Trzy tygodnie później okaże się, że była pierwszą ofiarą nowej grypy typu A/H1N1.
Jeszcze w kwietniu przypadki zarażenia świńską grypą - tak ochrzczono nowy wirus - potwierdzi dziewięć krajów. W czerwcu liczba państw wzrośnie do 74, a w lipcu do 120. Wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że 11 czerwca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłasza pandemię.
Szczepionka powstaje w ekspresowym tempie. Opracowanie jej składu zajmuje koncernom farmaceutycznym zaledwie miesiąc. W przypadku grypy sezonowej trwa to zwykle około pół roku. Nie przeszkadza to rządom - Amerykanie zamawiają 251 mln szczepionek, Brytyjczycy 132 mln, Francuzi 94 mln, Niemcy 50 mln, Włosi 24 mln.
Polski rząd wstrzymuje się z decyzją. - Jestem nieczuła na wszystkie próby nacisku - deklaruje minister zdrowia Ewa Kopacz. Tłumaczy, że żadna z firm farmaceutycznych nie umie ocenić, jakie mogą być skutki uboczne szczepionki. - Jeśli mamy je kupić, musimy znać wyniki badań. To producenci, a nie rząd, powinni ponosić odpowiedzialność - ucina.
Nie przekonuje to rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego. - Kto lub co sprawia, że Polska nie jest gotowa do walki z grypą? - pyta i występuje do prokuratora krajowego o wszczęcie śledztwa w sprawie braku szczepionki. Zarzuca minister zdrowia działanie na szkodę Polaków i sprowadzenie zagrożenia epidemią. Krótko potem sam RPO zachoruje na świńską grypę. - Sądziłem, że walczę o innych, okazało się, że i o siebie - pisze w serwisie społecznościowym Twitter.
Wirus polityczny
W tym czasie burzę wywołuje niemiecki socjaldemokrata Wolfgang Wodarg, z wykształcenia lekarz i epidemiolog. - Firmy farmaceutyczne wpłynęły na naukowców i Światową Organizację Zdrowia, aby zaalarmowali rządy o epidemii - mówi. Oskarża koncerny o narażenie milionów zdrowych ludzi na ryzyko efektów ubocznych nieprzetestowanych szczepionek.
Okazuje się, że tuż przed ogłoszeniem pandemii WHO zmieniła jej definicję. Wypadły z niej słowa mówiące o tym, że pandemia dotyczy tylko wirusów wyjątkowo niebezpiecznych dla życia. Świńska grypa taka nie jest. U większości chorych przebiega łagodnie, a śmiertelność nie jest większa niż w przypadku zwykłej grypy. - Ogłaszając fałszywy alarm, WTO zniszczyła swoją wiarygodność - mówi Paul Flynn z podkomisji zdrowia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
WHO przyznaje, że mogła popełnić błąd. - Nasza reakcja na świńską grypę nie była doskonała - przyznaje Keiji Fukada, ekspert WHO. Zapewnia jednak, że decyzja o ogłoszeniu pandemii nie była podjęta pod naciskiem koncernów farmaceutycznych: - Nie mogliśmy czekać, aż wirus się rozprzestrzeni.
- Dlaczego robimy prognozy, które cały czas się nie sprawdzają? SARS, BSE, ptasia grypa, świńska grypa: niczego się nie nauczyliście? - wybucha doktor Ulrich Keil, dyrektor centrum epidemiologicznego w Münster, które współpracuje z WHO. - Przeprowadziliście kampanię strachu, której skutkiem był chaos w gabinetach lekarskich, do których w kolejkach ustawiali się przerażeni i zagubieni ludzie - oskarża.
W obronie WHO stają firmy farmaceutyczne. - Oskarżenia są pozbawione podstaw i wprowadzają opinię publiczną w błąd - pisze w specjalnym komunikacie brytyjski gigant GlaxoSmithKline, największy koncern farmaceutyczny w Europie.
- Ogłoszenie pandemii to największy skandal medyczny w historii - uznaje Hiszpan Lluis Maria De Puig, przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. I podejmuje decyzję o powołaniu specjalnej komisji śledczej, która ma sprawdzić, dlaczego WHO ogłosiła pandemię i czy nie zrobiła tego pod naciskiem firm farmaceutycznych. Staną przed nią nie tylko eksperci z WHO, ale też szefowie koncernów, m.in. GlaxoSmithKline, Novartis i Sanofi-Aventis. Urzędnicy z Rady Europy anonimowo mówią o największej aferze od powstania WHO.
Swoje śledztwo zapowiada również Światowa Organizacja Zdrowia. Jednak ma się ono rozpocząć, gdy pandemia ustąpi. - Na razie jest za wcześnie, żeby mówić o szczegółach - mówi rzeczniczka WHO Fadela Chaib.
- Niewątpliwie doszło do gigantycznego marnotrawstwa pieniędzy podatników - uważa De Puig. Najwięcej wydali Brytyjczycy i Amerykanie - po ponad miliard euro. Francuzi zamówili szczepionki za 860 mln euro, Niemcy za 417 mln euro, a Włosi - 184 mln euro.
Po panice przyszło uspokojenie i na szczepionki chętnych nie ma wielu. Najwięcej zaszczepiło się Szwedów - ponad 60 proc. , ale Brytyjczyków jedynie 25 proc. , 20 proc. Amerykanów, 10 proc. Niemców, 5 proc. Francuzów i 4 proc. Włochów.
Wielka wyprz
- Rząd powinien być przygotowany na każdy scenariusz, ale w tym przypadku posunął się za daleko, wystawiając Brytyjczykom wysoki rachunek za zakup niepotrzebnych szczepionek - mówił Matthew Elliott z brytyjskiego TaxPayers Alliance, organizacji broniącej praw podatników. I pokazywał liczby: rząd zamówił po dwie szczepionki dla każdego mieszkańca Wysp, gdy było już wiadomo, że jedna wystarczy.
Rządy próbują renegocjować umowy z koncernami farmaceutycznymi. Niemcy zrezygnowali z 30 proc. zamówionych szczepionek. Zaoszczędzą 133 mln euro. Francuzi odmawiają przyjęcia kolejnych 50 mln dawek. W ich ślady idą rządy Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Holandii, Hiszpanii i Czech.
Jeszcze w ubiegłym roku bank inwestycyjny Morgan Stanley szacował, że tylko trzy koncerny sprzedadzą szczepionki warte miliardy euro. GSK za 2,5 mld euro, Sanofi-Aventis - 865 mln euro, a Novartis - 700 mln euro. Dziś wiadomo, że szacunki były mocno na wyrost.
Francuski koncern Sanofi-Aventis sprzedał leki na grypę za miliard euro, z czego 440 mln euro przypadło na szczepionki. W tym roku ma być podobnie. Sprzedaż grypowego Tamiflu produkowanego przez szwajcarski Roche sięgnęła 2,2 mld euro, czterokrotnie więcej niż rok wcześniej. W tym ma to być 800 mln euro.
GSK sprzedał w 2009 r. roku szczepionki na A/H1N1 warte miliard euro. Zwiększył też sprzedaż leków na grypę sezonową. Tylko w trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku sięgnęła ona niemal 300 mln euro, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 15 mln euro. Dzięki temu GSK zwiększył zysk (przed opodatkowaniem) do 10 mld euro. To miliard więcej niż rok wcześniej.
Prezes GSK Andrew Witty pytany o zyski spółki powiedział: - Ponieśliśmy znaczne ryzyko, przeprowadzając badania, których nikt inny się nie podjął. Nie zamierzam więc przepraszać za to, że ta inwestycja nam się zwróci.
Do tej pory obecność wirusa świńskiej grypy potwierdzono w 209 krajach. Na całym świecie zmarło na nią 14 tys. osób. Na zwykłą sezonową grypę umiera na świecie średnio około 700 tys. osób rocznie.