Sprzedaż ciężarówek MAN wskutek globalnego kryzysu spadła w ubiegłym roku o połowę. Nowy szef MAN-a ostrzegł w corocznym raporcie, że spółka oczekuje w 2010 roku stagnacji. Zarząd ma nadzieję, że poprawa sytuacji spółki jest nieunikniona jako oczywiste odbicie się od dna po ciężkich obniżkach produkcji w ostatnich latach.
- 2010 nie będzie rokiem ożywienia w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale możemy oczekiwać stabilizacji - stwierdził Georg Pachta-Reyhofen w sprawozdaniu.
Monachijski producent w minionym roku zanotował stratę netto w wysokości 258 mln euro (353 mln dol.), co jest sporą stratą w porównaniu do wyniku z 2008 roku, kiedy zysk koncernu wyniósł 1,2 mld euro.
Tak wysoka strata jest także zaskoczeniem dla analityków. Ankietowani przez agencję Reuters szacowali stratę na poziomie 158 mln euro netto.
MAN planuje zaoferować swoim akcjonariuszom dywidendę w wysokości 25 centów na akcję, co stanowi zaledwie jedną ósmą zeszłorocznej ceny.
O spółce było głośno pod koniec ubiegłego roku, kiedy prokuratura w
Monachium wszczęła dochodzenie w związku z zarzutem przekupstwa. Zdaniem "Süddeutsche Zeitung" koncern przekupił w ponad 20 krajach członków rządu i partnerów branżowych, by zdobyć
zamówienia. Do dymisji podał się wtedy prezes zarządu Hakan Samuelsson oraz szef finansów Karlheinz Horrung.
W Polsce MAN ma fabryki między innymi w Starachowicach i
Poznaniu. Spółka posiada także sieć sprzedaży i usług serwisowych. Według informacji koncernu, w zeszłym roku firma sprzedała na polskim rynku 4174 ciężarówki w segmencie powyżej 6 t. To zapewniło jej pozycję lidera na rynku pojazdów użytkowych.