Dziennik "El Pais" twierdzi, że hiszpańskie służby na polecenie rządu premiera José Zapatero analizują zachowanie i motywy anglojęzycznych mediów, które niedawno zaczęły straszyć, że
Hiszpania,
Portugalia oraz Irlandia to kolejne po Grecji słabe ogniwa strefy euro, które mogą wkrótce pogrążyć europejską unię walutową.
- To niedopuszczalne! Jak można wrzucać nas do wspólnego worka z Grekami - protestował przedwczoraj portugalski minister gospodarki Manuel Pingo. Obie iberyjskie stolice zamierzają ponoć wynająć prestiżowe brytyjskie firmy PR, aby zapobiec "nieprzyjaznej propagandzie" i, co za tym idzie, panice na swych rynkach finansowych. Niewykluczone, że analizy hiszpańskich służb miałyby - jak pisze "El Pais" - ułatwić "blokadę ataków spekulacyjnych" oraz poprawienie pesymistycznego obrazu obu południowoeuropejskich gospodarek.
Co ciekawe, fatalnych przewidywań w sprawie Madrytu oraz Lizbony nie podzielają też - wbrew opinii wielu mediów - brukselscy dyplomaci. Tłumaczą, że pomimo dużego zadłużenia Hiszpania, Portugalia czy Irlandia nie mają wielkich kłopotów z bilansem płatniczym, i dlatego nie powinny w bliskiej przyszłości zagrozić stabilności euro. - Na razie nie zaprzątamy sobie nimi głowy - zapewniano przed wczorajszymi obradami ministrów finansów strefy euro.
Pomimo niedawnych spekulacji, że
Niemcy i
Francja mogą już w tym tygodniu ogłosić szczegóły swych programów pomocowych dla Grecji (np. dwustronnych pożyczek), do Aten zamiast gotówki docierają kolejne apele o radykalizację cięć budżetowych i przykręcenie podatkowej śruby. - Grecy muszą podjąć kolejne szybkie reformy - ogłosił wczoraj Olli Rehn, nowy unijny komisarz ds. monetarnych i finansowych.
Choć mało kto w Brukseli wierzy, że Grekom - jak obiecują - uda się zbić deficyt aż o cztery punkty w tym roku (w 2009 r. wyniósł aż 12,7 proc. PKB), to Unia chce, aby Ateny przynajmniej wróciły na dobrą drogę. - Dojście do 3 proc. deficytu w 2012 r. to nie jest żaden brukselki fetysz. Ale nich Grecy dadzą nam nadzieję, że zejdą do tego poziomu kilka lat później - mówią unijni dyplomaci.
-
Grecja chce rozwiązać swoje problemy sama i zrobi to - zapewniał we wczorajszym wywiadzie dla rosyjskiej agencji RIA Nowosti premier Grecji George Papandreu.
Unijny urząd statystyczny zamierza też przyjrzeć się działaniom Goldman Sachs oraz innych banków inwestycyjnych, które wedle medialnych przecieków miały pomagać Grekom w fałszowaniu statystyk. Choć w UE wciąż nie ma zgody na poproszenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pożyczkę dla Grecji, to eksperci MFW zostaną zapewne zaangażowani w monitorowanie jej w najbliższych miesiącach. - Gdybyśmy wcześniej korzystali z ich pomocy, to MFW wykryłby greckie przekręty już dwa-trzy lata temu - mówi unijny dyplomata.