Dla porównania w III kw. gospodarka skurczyła się o ponad 15 proc., w II - o blisko 18 proc., a w I - o ponad 20 proc. W całym roku
PKB Ukrainy spadł o 15 proc., podczas gdy rok wcześniej wzrósł o 2,1 proc.
Tamtejsza gospodarka popadła w recesję w IV kw. 2008 r. W metalurgii - lokomotywie gospodarki - zwolniono 45 tys. ludzi, tysiące firm zalegają z wypłatą pensji. Załamał się system bankowy, co wywołało falę niespłaconych kredytów. Banki praktycznie wstrzymały kredytowanie gospodarki. W zeszłym roku udzielono zaledwie 19 tys. kredytów hipotecznych. W 2007 i 2008 r. kredyty na
mieszkania dostało ponad 260 tys. rodzin. Dla porównania - w Polsce w samym 2008 kredyty hipoteczne wzięło ok. 300 tys. rodzin, a w 2009 r. ich liczba spadła tylko o połowę.
Banki nie mają pieniędzy. - Naród wciąż im nie ufa, pamiętając o tym, że przez pół roku nie wypłacały pieniędzy z lokat. Ludzie trzymają pieniądze w skarpetach, ale w końcu niczego lepszego niż banki nie wymyślono. Jeśli rząd i
bank centralny przestaną oskarżać się nawzajem, to w ciągu 2-3 miesięcy można zaufanie przywrócić - twierdzi anonimowo znany ukraiński finansista.
- Dla gospodarki 2009 r. był najcięższy, sytuacja będzie się poprawiać - mówił "Gazecie" Ihor Mitiukow, były minister finansów, a dziś szef amerykańskiego banku Morgan Stanley na Ukrainie. - Ale dla
budżetu państwa najgorszy będzie rok 2010. Jeśli rząd nie będzie ciął wydatków, to jedynym wyjściem będzie emisja pustego pieniądza. Rośnie zrozumienie, że to zło - dodawał.
Mitiukow prognozuje: - Jeżeli zaczną się reformy, to ukraińska gospodarka powoli zacznie się podnosić. Wzrost będzie się opierał na odbudowie siły nabywczej przy braku kredytów. Po prostu ludzie zaczną znowu pracować, dostawać
pensje i będą je wydawać. Rząd powinien przestać zadłużać się w bankach, dzięki czemu będą one musiały zacząć kredytowanie firm i konsumentów. Jeśli do tego dodać współpracę z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, to możemy spokojnie wyjść na 2-3 proc. wzrostu PKB w tym roku.