Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd Rosji ocalił Gazprom przed roszczeniami celników

Andrzej Kublik
16.02.2010 , aktualizacja: 16.02.2010 20:57
A A A Drukuj
Gazprom nie musi rozliczać się z eksportu gazu na granicy Rosji, jak żądali rosyjscy celnicy - zdecydował rząd Władimira Putina, pozwalając koncernowi faworyzować wybranych klientów kosztem budżetu Rosji.
Wczoraj Gazprom ujawnił, że zakończył ciągnący się niemal od roku spór z Federalną Służbą Celną Rosji. Chodziło o wyjątkowy przywilej Gazpromu, który jako jedyna firma w Rosji może wypełniać ostateczną deklarację celną dla własnego fiskusa dopiero po rozliczeniu eksportu towaru (czyli gazu) poza granicami Rosji. Jednak w kwietniu zeszłego roku rosyjscy celnicy wydali specjalną decyzję likwidującą ten przywilej i zażądali, by Gazprom rozliczał się z eksportu gazu w punktach położonych na granicy Rosji. Koncern ujawnił to dopiero latem i poskarżył się na celników premierowi Rosji Władimirowi Putinowi. A dwa tygodnie temu decyzja celników została uchylona "po podjęciu odpowiednich decyzji" przez rząd Rosji - poinformował Gazprom.

Spór miał wielkie konsekwencje międzynarodowe. Gdyby koncern spełnił żądania Federalnej Służby Celnej, to surowiec przesyłany rurą jamalską przez Polskę i Białoruś do Niemiec zachodnie koncerny kupowałyby od Gazpromu już na granicy Rosji z Białorusią. Wtedy część surowca przesyłanego jamalską rurą zachodnie koncerny mogłyby sprzedać w Polsce. I nasz rząd nie musiałby przez rok negocjować z rządem Rosji dodatkowych dostaw gazu w zamian za zwolnienie Gazpromu z długów w Polsce.

Poprawiłoby się także bezpieczeństwo tranzytu rosyjskiego gazu do Europy przez Ukrainę.

Teraz zachodnie koncerny kupują rosyjski gaz na granicy Ukrainy i UE. Ale w marcu zeszłego roku UE i Ukraina podpisały porozumienie, które miało doprowadzić do tego, by zachodnie koncerny kupowały gaz na granicy Rosji z Ukrainą i potem same troszczyły się o jego tranzyt przez Ukrainę. Wtedy Gazprom nie mógłby wstrzymywać dostaw gazu do Europy pod pretekstem sporów tranzytowych z Ukrainą.

Rosyjscy celnicy nie walczyli jednak w imieniu Polski i Ukrainy. Chodziło im o budżet Rosji. Według agencji Interfax, podejrzewali oni, że Gazprom zaniża wartość eksportowanego gazu, przyznając wybranym zachodnim koncernom rabaty pod pretekstem dostarczenia surowca gorszej jakości, niż przewiduje kontrakt. Celnicy nie mogą sprawdzić, czy to rabaty uzasadnione, bo jakość gazu Gazprom weryfikuje ze swoimi klientami dopiero poza Rosją. Na takich rabatach traci budżet Rosji, bo do ceny eksportowanego gazu rosyjski fiskus dolicza 30 proc. cła. Jeśli cena gazu zostanie obniżona, dochody fiskusa spadają.

Cieszyć mogą się za to zachodni partnerzy Gazpromu albo zagraniczne spółki Gazpromu, którym koncern zapewnia ekstra zarobek. To może stanowić również część systemu wyprowadzania przez menedżerów Gazpromu pieniędzy z Rosji, o którym w ostatni piątek na debacie w redakcji "Gazety Wyborczej" opowiadał Michaił Krutichin, rosyjski ekspert branży energetycznej z firmy RusEnergy.

Chodzi o gigantyczne kwoty. Pół roku temu celnicy zażądali od Gazpromu, by z góry płacił pełne cło za eksportowany gaz, ale potem koncern sprzedawał go taniej, niż wynikało z deklaracji celnych, albo eksportował mniej surowca. Teraz rząd Putina kazał celnikom, by zwrócili Gazpromowi 1,2 mld dol. nadpłaconego cła.

Spór z celnikami nie pozwalał też Gazpromowi sprzedać 0,5 mld m sześc. gazu wysłanego bez odpowiedniej deklaracji do magazynu w Europie Zachodniej. Gdyby koncern nie sprzedał tego surowca, to musiałby zapłacić zachodnim klientom 120 mln euro kary, ale gdyby sprzedał gaz bez zgody celników, to zapłaciłby rosyjskiemu fiskusowi 180 mln euro grzywny.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów