Linie kredytowe w kontach osobistych, zwane potocznie debetami, nigdy nie były najpopularniejszym sposobem, w jaki Polacy się zadłużają. Na koniec 2009 r. wykorzystaliśmy tylko 11,3 mld zł limitów w kontach. To jedna dziesiąta naszego zadłużenia z tytułu kredytów gotówkowych, ratalnych i samochodowych razem wziętych!
Niewykluczone, że w tym roku sporo się zmieni, bo tani i łatwo dostępny debet stał się jednym z najważniejszych sposobów zdobywania klientów kont osobistych. A ci są na wagę złota. Bankowcy zorientowali się bowiem, że odsetek niespłaconych w terminie kredytów jest nawet kilka razy niższy, gdy pieniądze pożycza się klientom mającym w danym banku ROR. Niektóre banki, jak np. BZ WBK, nawet 80 proc. kredytów konsumpcyjnych udzielają wyłącznie swoim klientom.
Jak wyliczyła dla "Gazety" sieć doradców finansowych Gold Finance, co czwarty z 20 największych banków ma preferencyjną ofertę debetów dla klientów przechodzących od konkurencji. Na niższe oprocentowanie mogą liczyć klienci przechodzący do mBanku (debet na niecałe 10 proc.), Banku Millennium, Kredyt Banku oraz Multibanku (11-12 proc. rocznie).
Przykład Multibanku najlepiej pokazuje zmieniające się podejście bankowców do debetów. Jeszcze w styczniu limit kredytowy w koncie był oprocentowany w tym banku na 14 proc., a prowizja za jego przyznanie wynosiła co najmniej 1,6 proc. Teraz bank nie tylko ściął oprocentowanie o ponad 2 pkt proc., ale obniżył też prowizję.
Z wyliczeń Gold Finance wynika, że spośród 20 największych banków aż w dziewięciu oprocentowanie kredytów odnawialnych nie przekracza 15 proc. w skali roku. Dla porównania: w większości banków oprocentowanie kredytów gotówkowych wynosi 15-20 proc., a po doliczeniu obowiązkowych prowizji i składek ubezpieczeniowych nawet 35-30 proc. rocznie.
Linia debetowa może być więc nawet dwukrotnie tańsza od kredytu gotówkowego! Oczywiście nie wszędzie, bo np. w Pekao, Citi Handlowym lub BPH debety w koncie są niewiele tańsze od innych kredytów.
Halina Kochalska z Gold Finance zwraca uwagę, że banki kuszą nie tylko niską ceną kredytów odnawialnych. -
Bank Millennium pozwala na tygodniowy kredyt w koncie bez odsetek. Podobną promocję ma Citi Handlowy - mówi Kochalska. Banki licytują się też wysokością limitu kredytowego. BGŻ, PKO BP czy Bank Pocztowy pożyczą sześć razy tyle, ile wynoszą wpływy na ROR,
Lukas Bank zaś - nawet siedmiokrotność dochodów. Ale np. w Nordei czy Kredyt Banku "sufit" to czterokrotność wpływów.
Do tego dochodzą również promocje polegające na tym, że przychodzący od konkurencji klient może dostać w nowym banku limit kredytowy o 10-20 proc. wyższy niż w poprzednim. Kochalska ostrzega jednak klientów banków przed zachłyśnięciem się nowymi możliwościami debetów. - Nawet jeśli bank zaproponuje bardzo wysoki
kredyt odnawialny, nie warto od razu przyjmować tej oferty. Niezależnie od tego, czy debet jest wykorzystywany, czy nie, prowizję zapłacimy za rok z góry, i to od całej kwoty, jaką mamy do dyspozycji - mówi ekspertka.
Te prowizje w niektórych bankach nie przekraczają 1 proc. od przydzielonej linii kredytowej (a w PKO BP zapłacimy jedynie 0,5 proc.). Jednak są i takie instytucje finansowe, jak np. Getin
Noble Bank, w których prowizja za przyznanie debetu sięga 3 proc. przyznanej kwoty. Uruchamiając linię kredytową o wartości 10 tys. zł, zapłacimy więc 300 zł prowizji. Wzięcie debetu może być za to dobrym pomysłem dla osób, które dziś są po uszy zadłużone w kartach kredytowych i z tytułu drogich kredytów gotówkowych. W większości przypadków, zamieniając ten dług na linię kredytową w koncie, można sporo zaoszczędzić na odsetkach.