O sprawie poinformowała w niedzielę państwowa łotewska
telewizja LTV w programie reporterskim "De facto". Wyciek potwierdził urząd podatkowy.
- Mamy informacje, że mogło dojść do wycieku informacji z naszego systemu informatycznego - podał urząd w komunikacie. Luka, która miała doprowadzić do wycieku informacji, była w systemie elektronicznego składania deklaracji podatkowych.
O wycieku informacji dziennikarzy "De facto" poinformowała grupa hakerów nazywająca siebie Czwarta Budząca się Armia Ludowa. Jako dowód na dziurę w systemie urzędu podatkowego dziennikarze dostali listę płac oraz osobiste numery identyfikacyjne pracowników... telewizji LTV.
Co więcej, według hakerów dziura w systemie powstała na skutek zamierzonych działań jednego z pracowników skarbówki. Władze już badają sprawę i szukają, kto odpowiada za błąd w zabezpieczeniach.
Wśród skradzionych danych mogą być dochody i zeznania podatkowe najważniejszych łotewskich menedżerów. Firmy na razie nie są w stanie oszacować, jakie straty mogą ponieść z w związku z wyciekiem informacji.
Elina Egle, szefowa Konfederacji Pracodawców Łotwy, powiedziała w telewizji LNT, że firmy mogą mieć małe szanse na uzyskanie jakichkolwiek odszkodowań ze strony rządu, bo musiałyby udowodnić, że wyciek danych bezpośrednio wpłynął na ich działalność, np. spowodował przeciągnięcie pracowników do konkurencji (bo inne firmy mogły poznać ich zarobki w starej firmie).
"To zdarzenie jest bardzo nieprzyjemne i rozumiemy oburzenie wyrażane przez podatników" - napisał urząd skarbowy w komunikacie cytowanym przez agencję LETA.