O planach sprzedaży
studia uwiecznionego przez czwórkę z Liverpoolu albumem "Abbey Road" poinformował brytyjski
dziennik "Financial Times", powołując się na pięć nieoficjalnych źródeł. Koncern EMI na razie nie skomentował tych doniesień, ale głos zabrał sam Paul McCartney i ujawnił, że grupa osób dawniej powiązanych ze studiem zastanawia się nad tym, jak je uratować. - Sympatyzuję z nimi. Mam nadzieję, że uda im się coś zrobić. To było wspaniałe, mam tam tak wiele wspomnień z czasów The Beatles - powiedział muzyk w wywiadzie dla BBC.
Ratunek studia z ponad 70-letnią tradycją będzie trudnym zadaniem, bo sprzedaż
nieruchomości w północnym Londynie ma pomóc EMI zmniejszyć zadłużenie, które w zeszłym roku sięgnęło 1,76 mld funtów (2,02 mld euro). - Marka jest warta więcej niż sam budynek. Ktażdy, kto będzie zainteresowany studiem, będzie chciał ją mieć - powiedział "Financial Times" jeden z prawników pracujących w branży muzycznej.
Fundusz inwestycyjny Terra Firma przejął EMI za 4 mld funtów (4,6 mld euro) w 2007 r. od Citigroup, ale dziś twierdzi, że była ona warta o połowę mniej. I domaga się od sprzedającego odszkodowania, twierdząc, że podczas aukcji wyśrubował cenę, nie informując o tym, że inny kandydat do zakupu - fundusz Cerberus Capital Management - wycofał się z rozmów. Niegdyś numer jeden na rynku muzycznym, obecnie brytyjska wytwórnia jest czwartą co do wielkości spółką muzyczną na świecie. Wydaje płyty takich artystów jak Lily Allen czy Coldplay, ale część znanych artystów, w tym Radiohead, opuściła ją w ciągu ostatnich kilku lat. Wartością EMI są również jej katalogi zawierające nagrania m.in. The Beatles, które po 40 latach wciąż przynoszą spółce solidne dochody.