Deficyt przekroczył przewidywania analityków prawie dwukrotnie. Jego wielkość zaskoczyła większość obserwatorów, bo w styczniu przychody z podatków są zwykle najwyższe w całym roku, zatem i nadwyżki są większe. Eksperci cytowani przez serwis
Bloomberg spodziewali się deficytu na poziomie 2,6 mld funtów.
Tym razem jednak z podatków wpłynęło do skarbu państwa o 11,8 proc. mniej pieniędzy niż rok wcześniej. Spadły także zyski kapitałowe. Po tych informacjach funt stracił względem dolara 0,3 proc.
Zmagania z
deficytem budżetowym są w Anglii główną kartą przetargową w walce o wyborców, którzy w maju lub w czerwcu pójdą do urn (ostatecznego terminu jeszcze nie ustalono). Konserwatyści domagali się od rządu obcinania kosztów jeszcze w tym roku, ale premier Gordon Brown odłożył tę decyzję. Jego zdaniem taki krok byłby niezdrowy dla odradzającej się gospodarki. Kanclerz skarbu Alistair Darling zapowiedział, że cięcia kosztów rozpoczną się w 2011 r. Jego plan, który nie został jeszcze przedstawiony, zakłada zmniejszenie deficytu o połowę w ciągu czterech lat.
Jednak angielscy ekonomiści uważają, że działania rządu są zbyt mało radykalne. W niedzielę tygodnik "Sunday Times" opublikował list otwarty czterech byłych członków rady polityki pieniężnej Banku Anglii, w którym eksperci skrytykowali rząd za opieszałość.