Wydatki towarzystw emerytalnych na akwizytorów
OFE rosną lawinowo. Według raportu Komisji Nadzoru Finansowego w ubiegłym roku wydały na prowizje swoich agentów rekordowe 446 mln zł. To aż o jedną piątą więcej niż przed rokiem.
Najhojniejsza była AXA, która wydała aż 99 mln zł. Za nią jest ING z 76 mln zł i Aviva (dawniej Commercial Union) z PZU - po ponad 60 mln zł.
Prawdziwe wydatki na akwizycję są jednak znacznie wyższe. Towarzystwa zamiast księgować je jednorazowo, rozkładają je w czasie. Jedne na dwa-trzy lata, inne nawet na 40 lat. Dzięki temu pokazują na papierze niższe koszty. A akwizytorzy prowizję dostają i tak od razu do ręki.
Towarzystwa emerytalne tłumaczą, że to zgodne z prawem. Rosnącymi wydatkami na akwizycję zaniepokojony jest za to nadzór finansowy. Regulator rozkłada jednak ręce. Nic nie może zrobić, bo ustawa o rachunkowości pozwala towarzystwom na rozkładanie kosztów w czasie.
I wszystkie z tego korzystają. W ostatnich latach na prowizje swoich agentów wydały o prawie 500 mln zł więcej, niż oficjalnie pokazały. Tylko w zeszłym roku ta suma była większa niż oficjalne dane o ponad 50 mln zł.
- Łatwo policzyć, że naprawdę na prowizje wydaliśmy w rok ponad pół miliarda, to chore - mówi "Gazecie" prezes jednego ze średniej wielkości towarzystw. Nie chce, żeby podawać jego nazwisko, bo "po co się narażać całemu środowisku". - Wszystko samo się wyprostuje, bo od tego roku dostajemy mniej pieniędzy z opłat od klientów i każdą złotówkę trzeba oglądać dwa razy - ucina.
Prowizje od wpłacanych składek rzeczywiści spadły, ale towarzystwa same ich nie obniżyły. Dopiero po akcji "Gazety" "Bój o wyższą emeryturę" rząd obniżył opłaty z 7 do maksymalnie 3,5 proc. Jeszcze w ubiegłym roku towarzystwa świetnie na prowizjach zarobiły.
W 2009 r. towarzystwa pobrały od nas prawie 2 mld zł opłat, o 132 mln zł więcej niż w rok wcześniej. Z tego 766 mln zł to dla nich czysty zysk (czyli już po odliczeniu prowizji płaconych akwizytorom).
Eldorado agentów OFE miało się skończyć w tym roku. Ministerstwo Pracy zapowiadało wprowadzenie całkowitego zakazu akwizycji. W zamian każda osoba mogłaby zapisywać się do OFE samodzielnie: telefonicznie, listownie lub przez internet. Takie rozwiązanie poparł nadzór finansowy. Dodatkowo proponował wysokie kary finansowe (do 2 mln zł) dla akwizytorów, którzy złamią zakaz i nadal będą namawiać klientów do zmiany funduszu.
Obie instytucje zgodnie przekonywały, że akwizytorzy zamiast edukować przyszłych emerytów, specjalnie wprowadzają ich w błąd. Z analiz "Gazety" wynikało, że nawet co druga osoba, która zdecydowała się na zmianę OFE w ostatnich dwóch latach, trafiała do funduszu, który dotychczas gorzej pomnażał pieniądze swoich klientów.
Dla akwizytorów to świetny interes. Za wyciągnięcie klienta od konkurencji dostają nawet 700 zł. Do tego trzeba jeszcze dodać procent od wysokości oszczędności, jakie taka osoba zgromadziła na swoim koncie. To kolejne tysiąc złotych.
Z zakazu na razie nic nie wyszło. Ministerstwo Pracy zajęło się projektem ustawy obniżającej składki przekazywane do otwartych funduszy emerytalnych.