Biznes Ludzie Pieniądze

W TP taniej nie będzie, bo tłumacz się pomylił?

Przemysław Poznański
2010-02-18, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 15:27

TP SA nadużywa swojej pozycji, a cierpią z tego powodu abonenci - próbował przekonać Brukselę Urząd Komunikacji Elektronicznej. W czwartek przegrał jedną z bitew w tej sprawie. - Winne jest... skandalicznie złe tłumaczenie na angielski - uważa prezes UKE.

Logo Telekomunikacji Polskiej i Orange
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Logo Telekomunikacji Polskiej i Orange
Chodzi o tzw. wymianę ruchu IP. Telekomunikacja Polska posiada bowiem największą sieć umożliwiającą dostęp do globalnego internetu, obsługuje też największą liczbę internautów w Polsce. To oznacza, że wszyscy inni dostawcy internetu muszą się do sieci TP podłączyć - zarówno po to, by ich klienci mogli komunikować się z klientami największego gracza, jak i po to, by mieli oni możliwość dotarcia do światowych zasobów internetu. Zdaniem UKE takie podłączenie jest trzy-cztery razy droższe od cen, jakie wynikałyby z kosztów. Dlatego operatorzy alternatywni wybierają często możliwość podłączenia się do tzw. punktów wymiany ruchu. Jednak wtedy ich połączenie płynie np. przez USA, co może pogarszać jakość i źle wpływać na jakość takich usług, jak choćby wideorozmowa.

Urząd chciał otrzymać możliwość wpływania na TP, by obniżyło ceny wymiany ruchu IP. Wymaga to zgody Komisji Europejskiej. Problem w tym, że w Europie tego typu usługi nie podlegają regulacjom. Polski przypadek byłby więc precedensem.

- Mimo to KE postanowiła rozstrzygnąć sprawę w terminach krótszych, niż wynika to z przepisów. Można odnieść wrażenie, że Bruksela podjęła decyzję dużo wcześniej, nie bacząc na nasze argumenty - żali się Anna Streżyńska, prezes UKE.

Jej zdaniem winne było przede wszystkim bardzo złe tłumaczenie, przez tłumacza Komisji Europejskiej, decyzji regulatora na język angielski.

- Pojawiają się tam błędy merytoryczne i pomyłki językowe w tłumaczeniu podstawowych pojęć telekomunikacyjnych, co sprawia, że dokument jest nieczytelny i wprowadza w błąd - zaznacza prezes UKE.

Przykład? W jednym z akapitów zabrakło przeczenia, zawartego w oryginale, co wypaczyło znaczenie akapitu, a w ponad 20 przypadkach niewłaściwie przetłumaczono istotne zwroty dotyczące rynku telekomunikacyjnego, np. "opłaty interkonektowe" zamieniono na "international charge" ("opłata międzynarodowa)".

- W tłumaczeniu pojawił się też cały fragment dotyczący decyzji z 2008 r. wydanej dla firmy P4, włącznie z podaniem nazwy operatora sieci Play, mimo że nie było tego w oryginale, a pismo w żaden sposób nie dotyczy P4 - dziwi się Streżyńska.

Mimo to wczorajsze głosowanie w Cocon - europejskim ciele doradzającej KE w sprawach telekomunikacji - było dla UKE niekorzystne. Teraz czekamy na stanowisko samej Komisji. Jeśli będzie niekorzystne dla regulatora, będzie mógł oddać sprawę do sądu lub rozpocząć procedurę na nowo.

Co o całej sprawie sądzi TP?

- TP gwarantuje wyższą niezawodność świadczenia usług niż sieci operatorów zagranicznych. Wiąże się to jednak z większymi kosztami świadczenia usług, a tym samym i wyższymi opłatami. Niemniej ceny TP na usługi przesyłu ruchu internetowego systematycznie spadają mimo braku regulacji - podkreśla Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

41 głosów