Czwartkowa decyzja amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej ma charakter symboliczny. Wszystko przez zmianę dyskontowej wzrósł z 0,5 do 0,75 proc. Stopa dyskontowa określa koszt szybkich pożyczek ratunkowych, po które mogą sięgać banki, żeby poprawić swoją sytuację płynnościową. Ale nawet wtedy, kiedy stopa dyskontowa była na bardzo niskim poziomie, banki po takie ratunkowe kredyty sięgały bardzo rzadko. Podobnie jak pożyczka lombardowa w
polskim systemie bankowym ratowanie się pożyczką w Fed traktowane jest jako ostateczność. W kryzysie stopa dyskontowa była wyjątkowo blisko podstawowej stopy Fed, ostatnia zmiana stanowi pewną normalizację.
Widać jednak, że rynek odczytał decyzję Fed jako pierwszy sygnał zacieśniania polityki monetarnej. Rynek obawia się, że kolejnym krokiem będzie podwyżka stóp podstawowych, która spowoduje wzrost kosztów kredytów dla firm i indywidualnych klientów. Trudno się zresztą tej nerwowej reakcji dziwić, zarząd Fed w swoich dyskusjach coraz więcej uwagi poświęca "strategiom wyjścia" z nadzwyczajnie łagodnej polityki pieniężnej. W tym przypadku jednak Fed bardzo stara się podkreślać techniczny charakter ostatniej podwyżki i zapewnia, że koszty pieniądza mimo wszystko nie wzrosną.
Moim zdaniem dla rynków finansowych ważniejszym sygnałem będzie moment, gdy Bank Rezerw Federalnych zacznie sprzedawać aktywa, które przejął od banków w ramach pakietu ratunkowego. Nie nastąpi to w najbliższych dwóch miesiącach, ale sama dyskusja nad tym na posiedzeniach FOMC zachęca do redukowania pozycji w obligacjach skarbowych
USA i hipotecznych instrumentach pochodnych.
FED podnosi stopę dyskontową o 0,25 not. nina