Decyzja Fed o podniesieniu stopy dyskontowej, po której pożycza bankom pieniądze, z 0,5 proc. do 0,75 proc. trochę zaskoczyła rynki finansowe. Tego można było się spodziewać, ale podwyżka została dokonana w nietypowym terminie - między posiedzeniami banku centralnego, na których zwyczajowo podejmowane są takie decyzje. O podwyżce poinformowano w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu, tuż po zamknięciu czwartkowej sesji giełdy nowojorskiej, aby zminimalizować jej wpływ na notowania giełdowe.
Fed podniósł cenę pieniądza dla banków, ale pozostawił bez zmian główną stopę procentową, ważną dla kredytów gospodarstw domowych. Wywołało to spekulacje, że Fed wykona drugi krok i podniesie główną stopę. Tani kredyt grozi bowiem niekontrolowanym wzrostem inflacji, a główna stopa wynosi zaledwie od 0 do 0,25 proc.
Perspektywa wyższych
stóp procentowych w
USA zawsze skłania inwestorów do zakupów dolarów. Na wieść o decyzji Fed amerykańska waluta umocniła się do euro o blisko dwa centy. Mocniejszy dolar uderzył w notowania surowców, którymi handluje się w dolarach. W dół poleciała cena ropy naftowej i miedzi. Potaniały także metale szlachetne. Na giełdach od razu pojawił się strach: jeszcze w czwartek po zamknięciu na Wall Street straciły
kontrakty terminowe na indeksy. Później przecenione zostały akcje na rynkach azjatyckich, a rano w piątek do spadków dołączyły parkiety europejskie.
W swoim komunikacie towarzyszącym podwyżce Fed starał się jednak uspokoić inwestorów. - Nie oczekujemy, by zmiana prowadziła do zaostrzenia warunków finansowych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Nie sygnalizuje ona zmiany polityki monetarnej lub prognoz dla gospodarki - zapewnił Fed.
Szef Fed w St. Louis James Bullard powiedział zaś, że przekonanie inwestorów o prawdopodobnym podniesieniu głównej stopy procentowej było przesadzone.
Wysiłki Fed w końcu przyniosły efekt. W piątek po południu indeksy na europejskich giełdach wyszły na lekki plus, a
kurs dolara się ustabilizował.