- W ostatnim roku konsumenci zwyciężyli, ale operatorzy musieli pogodzić się ze spadkiem przychodów - tłumaczy Emil Konarzewski, partner zarządzający w Audytelu.
Łączne przychody firm telekomunikacyjnych wyniosły w 2009 r. 41,87 mld zł, czyli o 1,1 proc. mniej niż w 2008 r. To przede wszystkim wynik kurczenia się przychodów z telefonii komórkowej, która zajmuje 60 proc. telekomunikacyjnego tortu. Jej wartość spadła o 2,5 proc. Co prawda w tym samym czasie wzrosły przychody z innych usług, m.in. z internetu (o 11 proc.), ale nie wystarczyło to do zasypania tak nagle powstałej dziury. Rynek internetu będzie się zresztą intensywnie rozwijał.
- Spadek wartości rynku nie wynika z kryzysu. To efekt nałożenia się kilku zjawisk: wojny cenowej, rozpętanej przede wszystkim przez Play, ale także obniżek przez regulatora stawek MTR [stawki hurtowe, element ceny minuty rozmowy] - tłumaczy Grzegorz Bernatek, współautor raportu. Z wyliczeń Audytela wynika, że obniżka MTR zmniejszyła przychody spółek komórkowych o 1,6 mld zł.
Nie jest zaskoczeniem, że najbardziej skurczył się rynek stacjonarny - o 4,2 proc, a od 2003 r. średnio o 6 proc. rocznie. Jednak ta usługa to 23 proc. rynku.
Z analiz Audytela wynika, że ubiegłoroczny spadek wartości całego rynku był tylko wypadkiem przy
pracy. W kolejnych latach rynek ma się odbić, osiągając na koniec tego roku 43,07 mld zł, a w 2015 r. - 52,42 mld zł. Audytel podkreśla, że w tak długiej perspektywie trudno przewidzieć wszystkie czynniki wpływające na przychody operatorów.
Dlaczego do operatorów znów popłynie szerszy strumień pieniędzy?
- Co prawda stawki MTR są regularnie obniżane, ale naszym zdaniem 2009 mógł być ostatnim rokiem wojny cenowej - tłumaczy Tomasz Kulisiewicz, główny analityk Audytela.
Jego zdaniem Play, którego ruchy najbardziej wpływały na obniżkę cen (przykładem może być kilkudziesięcioprocentowy spadek cen internetu mobilnego od chwili uruchomienia tej usługi przez Play), rośnie i przez to staje się coraz mniej chętny na rzucanie rynkowi rękawicy.
- Teraz częściej będziemy mieli do czynienia z sytuacjami, gdy operatorzy pozostawią ceny na tym samym poziomie, ale dadzą nam w zamian więcej, np. podniosą limity przesyłu danych w mobilnym internecie, a w stacjonarnym wzrośnie szybkość - zaznacza Kulisiewicz.
Z taka prognozą nie zgadza się Play.
- Niedawno wprowadziliśmy promocję Stan Darmowy w prepaidowej ofercie Play Fresh, w której nasi abonenci dzwonią do wszystkich sieci za darmo, i z pewnością nie jest to nasze ostatnie słowo - przekonuje Marcin Gruszka, rzecznik Play.
Analitycy Audytela przekonują jednak, że do realnej wojny potrzebne są też inne elementy.
- Wszyscy liczyliśmy na wymuszenie obniżek cen przez tzw. operatorów wirtualnych, ale to nie wyszło - mówi Grzegorz Bernatek. - Nie pojawił się żaden znaczący gracz, który dyktowałby warunki. Nie powtórzono u nas sukcesu takich brytyjskich operatorów wirtualnych jak Virgin czy Tesco - dodaje. Operatorów MVNO jest w Polsce co prawda kilkunastu, ale mają oni od zaledwie sześciu użytkowników (UKE nie ujawnia nazwy tej firmy) do maksymalnie 100 tys. (takim wynikiem chwalił się Mobilking). Są to więc gracze niszowi.
Jednym z powodów takiej sytuacji jest to, że jeszcze zanim zaczęli pojawiać się wirtualni operatorzy, tradycyjni gracze szybko uruchomili tanie marki - np. Heyah (PTC). Potem wystartowały jeszcze 36,6 (Polkomtel) i Tak Tak Hot (PTC).
- Obniżyli oni ceny i ożywili rynek do tego stopnia, że wirtualni gracze nie mieli już pola do popisu - zaznacza Kulisiewicz.