- Żeby rozładować napięcie, powiem od razu, że nie zamierzam rozstrzygać tej sprawy dziś. Zbyt dużo trzeba przetrawić - powiedział Denny Chin, sędzia okręgowy z Manhattanu. A następnie zapewnił prawników obu stron, że ma "otwarty umysł".
Sąd ma zatwierdzić albo odrzucić ugodę, którą spółka zawarła z wydawcami książek i złożyła w sądzie jesienią 2008 r. Chodzi o program
Google Book Search polegający na skanowaniu książek z amerykańskich bibliotek. Google uruchomił projekt w 2005 r. na własną rękę, powołując się na klauzulę dozwolonego użytku. Do tej pory internetowy gigant zeskanował już ponad 7 mln tomów, większość to niewznawiane od lat pozycje. Ale są i książki wciąż chronione.
Ugoda daje wydawcom 63 proc. dochodów z tytułu wykorzystywania ich książek oraz zobowiązuje koncern do wydania 125 mln dol. na rejestr praw autorskich. Sąd miał zatwierdzić ją we wrześniu ub.r., ale Departament Sprawiedliwości
USA uznał, że w takim kształcie ugoda może nie tylko godzić w autorów i ich spadkobierców, ale również zagrażać konkurencji na rynku e-książek. W listopadzie zeszłego roku Google przedstawił w sądzie nową wersję ugody ograniczoną do pozycji wydanych w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii oraz Australii, żeby uniknąć zarzutów ze strony niektórych europejskich rządów. Nowa wersja ugody nie zawiera także zapisu, który mógłby uniemożliwić innym firmom dogadywanie się z autorami i wydawcami na lepszych warunkach niż Google.
Nie uspokoiło to jednak krytyków, których w sądzie na Manhattanie było czterokrotnie więcej niż zwolenników. Każdemu z nich sędzia dał po pięć minut na wyłożenie swoich racji. Poza Yahoo! i Microsoftem wśród przeciwników znalazł się Amazon.com - największa księgarnia internetowa na świecie. - Ta ugoda przewraca prawo autorskie do góry nogami - mówił David Nimmer, prawnik Amazon.com. Inni podkreślali, że dokument jest niezgodny z prawem w zakresie ochrony konkurencji i prywatności. Departament Sprawiedliwości zwrócił uwagę na to, że wciąż nie ma jasności co do przyszłych biznesowych planów spółki. - Dziś mamy do czynienia jedynie z zapowiedzią serii przyszłych komercyjnych transakcji - przekonywał William Cavanaugh, prawnik departamentu.
Google i jego zwolennicy ripostowali, że porozumienie spółki z wydawcami zaowocuje cyfrową biblioteką i internetową księgarnią, które pozwolą wrócić do obiegu milionom od lat niewznawianych pozycji. Marc Maurer, prezes Krajowej Federacji Niewidomych w USA, powiedział, że organizacja w pełni popiera projekt ugody. - Google da nam dostęp do 10 mln książek - wyjaśnił.
Sędzia zapytał Daralyn Durie, prawniczkę Google'a, czy jej zdaniem naruszanie prawa autorskiego jest "złem", nawiązując do znanego motta firmy "nie czyń zła". - Naruszenie prawa autorskiego jest złem, jeśli nie zostało wynagrodzone - odpowiedziała prawniczka.