- Wiedzą panowie, z czym mi się kojarzy ten rządowy zespół do walki z sieciami sklepów wymyślony przez ministra rolnictwa?
- Nie wiemy.
- Z Inspekcją Robotniczo-Chłopską. W latach 80. IRCH-a wchodziła do sklepów i szukała spekulantów. Teraz ci z PSL chcą robić to samo. Skoro już czerpią z lat 80., to powinni jeszcze komunikat wydać: "Sekretariat Komitetu Centralnego PZPR, przepraszam - PSL, powołuje Międzyresortowy Zespół do spraw Zwiększenia Przejrzystości Rynku Artykułów Rolno-Spożywczych i Poprawy Funkcjonowania Łańcucha Żywnościowego w celu zapewnienia właściwych warunków skutecznej działalności Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej jako społecznego organu kontroli przestrzegania zasad sprawiedliwości społecznej itd.".
Nasz rozmówca ironizuje. Nie jest obiektywny. Stoi po stronie sklepów.
Ale nowy zespół, który kilka dni temu zebrał się po raz pierwszy, z IRCH-ą kojarzy się też Adamowi Szejnfeldowi z PO, byłemu wiceministrowi gospodarki.
A internautom to wszystko się kojarzy. W portalu Gazeta.pl pod tekstem o pierwszym spotkaniu zespołu Szczepanzpszczyny napisał tak: "Skonsultujcie z Jaruzelskim, jak się to robi. No i spróbujcie odnaleźć Albina Siwaka i postawcie go na czele komisji".
Jedno z całą pewnością IRCH-ę różni od zespołu ministra Marka Sawickiego - cel. Socjalistyczna IRCH-a miała walczyć ze spekulacją towarem. Zespół walczyć będzie ze spekulacją sklepów.
MZ ds. ZPRAR-SiPFŁŻ - tak w skrócie nazywa się zespół ministra Sawickiego, czyli Międzyresortowy Zespół do spraw Zwiększenia Przejrzystości Rynku Artykułów Rolno-Spożywczych i Poprawy Funkcjonowania Łańcucha Żywnościowego. Wiceministrowie rolnictwa, skarbu, spraw zagranicznych, gospodarki i wiceprezes UOKiK będą kontrolować marże i dodatkowe opłaty pobierane przez sklepy od producentów za wejście na półki.
Sklepy zarabiają na marżach
Minister rolnictwa jest rozczarowany, bo media nie rozumieją, o co mu chodzi. Nabijają się z jego pomysłu. A jego argumenty są proste.
Rok temu Parlament Europejski przyjął rezolucję zachęcającą państwa UE do przeglądu, ile za żywność dostaje rolnik, ile pośrednicy i wreszcie za ile sprzedaje ją sklep - zarówno hipermarket, jak i mały sklepik osiedlowy.
W Polsce w ciągu ostatnich ośmiu lat ceny, po jakich producenci sprzedają żywność, wzrosły o 16 proc., ceny surowców rolnych także o 16 proc., a ceny detaliczne żywności o 25 proc. - To obrazuje nieproporcjonalny wzrost marż handlowych - uważa Sawicki.
Konsumenci za wzrost cen żywności winią rolników. Rolnicy winią zaś sklepy i pośredników. Dlaczego? Oni oddają do skupu swoją krwawicę za grosze. W sklepach zaś jest taka cena, że proszę siadać. - Ser żółty w mleczarni kosztuje 10 zł, a w sklepie 25 zł za kilogram. Rolnik za litr mleka dostaje 90 gr, a sklep sprzedaje je trzykrotnie drożej. Zboże mamy bardzo tanie, a chleb jest drogi - twierdzą rolnicy.
Również dostawcy skarżą się, że sklepy cenami podrzynają im gardło. Andrzej Olkowski, szef Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich (do stowarzyszenia należy 30 małych browarów z całej Polski), opowiada, jak pomaga w tym marketom technologia. Sieci zamawiają towar przez internetowe aukcje. Podają np., że chcą piwo jasne, pół litra w puszce. Wygrywa ten, kto chce mniej. Jakość się nie liczy. Na półce w sklepie później stoi piwo za 1,50 zł.
- Mogę jednak zapewnić panów, że w takiej puszce nie ma prawdziwego piwa. To nie jest możliwe, aby wyprodukować i jeszcze je opakować za tak niską cenę - kręci głową Olkowski.
- A co jest?
- Producenci stosują surowce zastępcze. Zamiast słodu o połowę tańszy surowy jęczmień. Do tego jakieś środki chemiczne - tłumaczy Olkowski.
A sklepy? Twierdzą, że marż windować nie mogą, bo rynek jest tak konkurencyjny, że poszłyby z torbami. - Klient chce kupować jak najtaniej. Zwłaszcza w kryzysie - słyszymy w jednej z sieci.
Zespół Sawickiego, czyli wiceminister rolnictwa, skarbu, spraw zagranicznych, gospodarki oraz wiceprezes UOKiK, ma ustalić, kto mówi prawdę. Ma jednak wyśledzić nie tylko te jawne marże. Te ukryte też.