Czy dalsze sześć lat urzędowania popłynie Radzie równie gładko? Przy jednym stole znajdą się osoby o skrajnych poglądach ekonomicznych, różnej proweniencji politycznej, ludzie prowadzący ze sobą sądowe spory, mający problemy z cenieniem dorobku innych, zacietrzewieni.
W dwóch poprzednich Radach iskrzyło umiarkowanie. Najbardziej, gdy poprzedni szef NBP Leszek Balcerowicz próbował przeforsować wczesne podwyżki stóp, zanim
inflacja na dobre się rozbudziła. Potem mieliśmy spór obecnego prezesa Sławomira Skrzypka z całą Radą. Obie strony starały się jednak zachować powściągliwość, tym bardziej że spór dotyczył spraw formalnych i zakończył się rozbieżnymi opiniami prawnymi.
Skład poprzedniej kadencji Rady był bardziej homogeniczny, bo powoływała go niemal jedna siła polityczna - rządziła lewica z PSL, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski. Dziś tych sił jest więcej, ale fronty, wzdłuż których możliwe będą podziały w Radzie, związane są nie tylko z polityką.
Przy powoływaniu członków nowej RPP najwięcej do powiedzenia miała
Platforma Obywatelska. Postawiła na osoby, które wspierać będą strategiczny cel PO, jakim jest przyjęcie przez Polskę euro. Jan Winiecki, Andrzej Bratkowski i Andrzej Rzońca to osoby o najbardziej liberalnych poglądach w Radzie - zwolennicy bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej, bliscy pod tym względem Leszkowi Balcerowiczowi. Zdarzało im się krytykować poprzednią RPP za niedostrzeganie zagrożeń inflacyjnych i opieszałość w podnoszeniu stóp. Opowiadają się za jak najszybszym przyjęciem przez Polskę euro.
Do integracji przekonywać nie trzeba też Anny Zielińskiej-Głębockiej - to jej specjalizacja naukowa.
Na drugim biegunie mamy osoby powołane do RPP przez prezydenta. Największym eurosceptykiem w Radzie jest Andrzej Kaźmierczak, który wątpi w korzyści ze wspólnej waluty, przecenia koszty jej wprowadzenia. Można podejrzewać, że bardzo niechętnie będzie głosował za podwyżkami stóp, gdyż obawia się, że mogą one zaszkodzić
wzrostowi gospodarczemu i doprowadzić do wzrostu
bezrobocia. Europośpiechu nie wykazują też Adam Glapiński i szef Rady Sławomir Skrzypek.
Zagadką jest, po której stronie stanie Zyta Gilowska, również z prezydenckiego nadania. Mimo przejścia z PO do PiS (była ministrem finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego) nie porzuciła liberalnych poglądów i nie nabrała rezerwy względem euro. Trudno jednak oczekiwać, że chciałaby ułatwić życie rządowi Tuska. Ostatnio krytykowała, że "finanse publiczne tracą sterowność", zapominając, że kłopoty z deficytem budżetowym i
długiem publicznym to w znacznej mierze zasługa jeszcze jej rządów w resorcie finansów, kiedy to zadecydowano o obniżce podatków wartej wiele miliardów złotych i nie zrobiono nic, by ograniczyć wydatki.
Gilowska to jednocześnie niezwykle silna osobowość - raptowna, zdecydowana i chętnie wygłaszająca ostre bon moty. Ale nie ona jedna. Podobny temperament ma Jan Winiecki. Znalazł się w Radzie niespodziewanie dla prezesa Skrzypka i będzie mu zapewne solą w oku. Winiecki bez ogródek wyraził w felietonie prasowym, co sądzi o kompetencjach i wykształceniu Skrzypka. Szef NBP wytoczył mu proces o zniesławienie, który Winiecki w pierwszej instancji przegrał. Skrzypek był pewien, że "ma go z głowy" (bo osoby z wyrokiem nie mogą zasiadać w RPP), ale sąd apelacyjny nakazał rozpatrzenie sprawy od początku. To rzecz bez precedensu: członek Rady i jej szef będą spotykać się i w sądzie, i na posiedzeniach Rady. Nic mi nie wiadomo, by Winiecki zmienił poglądy na temat kompetencji Skrzypka. Po ostatniej rozprawie zapewniał, że na posiedzeniach będą spierać się o ekonomię. W felietonie, o który poszedł spór, Winiecki napisał, że Skrzypek "nie zna się na ekonomii".
Sławomir Skrzypek nie przypuszczał też pewnie, że spotka się jeszcze z Andrzejem Rzońcą, byłym doradcą Leszka Balcerowicza, który odszedł z NBP, gdy Skrzypek został jego prezesem. Rzońca to młodsza o pokolenie emanacja poglądów Balcerowicza.
Prezes NBP ma głos rozstrzygający w przypadku, gdy głosy rozkładają się po równo. Ale rolę języczka u wagi pełnią zwykle członkowie o najmniej skrajnych poglądach. Tym razem są to Elżbieta Chojna-Duch i Jerzy Hausner. I właśnie Hausner - ze swoim autorytetem, liberalnymi poglądami przemieszanymi z lewicową wrażliwością oraz silnym charakterem, który nie przeszkadza w negocjacjach - urasta na głównego rozgrywającego w Radzie, zdolnego do budowania szerszego porozumienia.