Biznes Ludzie Pieniądze

Czego Francuzom brakuje do szczęścia

Konrad Niklewicz
22.02.2010 , aktualizacja: 21.02.2010 22:31
A A A Drukuj
Dlaczego niemieccy związkowcy godzą się na faktyczne zamrożenie płac aż do 2012 r., podczas gdy we Francji związki tak twardo domagają się podwyżek? - pyta francuski miesięcznik ekonomiczny "L'Expansion". I nawet nie próbuje ukryć swojego podziwu dla niemieckiego modelu.
Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz
- Niemcy są takim krajem, gdzie negocjacje płacowe odbywają się bez awantur, bez demonstracji i strajków - pisze, posiłkując się przykładem porozumienia związku zawodowego IG Metall z pracodawcami w landach Północna Nadrenia-Westfalia i Badenia-Wirtembergia. Te dwa landy to przemysłowe serce Niemiec, matecznik Forda, Opla, Bayera, Henkela i ThyssenKruppa. - W zamian za zgodę na zamrożenie płac pracodawcy zobowiązali się utrzymać zatrudnienie do 2012 r. Jeśli wierzyć społecznym partnerom - stronom tego porozumienia - jest ono zyskowne dla wszystkich - podkreśla "L'Expansion". I z żalem zauważa, że takie rozwiązanie nie jest do zastosowania we Francji. - Bo tradycja zbiorowych negocjacji w Niemczech ma zupełnie inny wymiar niż u nas. Bo żeby zgodzić się na zamrożenie podwyżek, obie strony [pracodawcy i pracownicy] musieliby podzielać tę samą ocenę co do perspektyw ekonomicznych. I mieć do siebie zaufanie. A te dwa warunki we Francji nie są spełnione - konkluduje z żalem największy francuski magazyn gospodarczy.

Odczuwalne w tym roku napięcie między pracodawcami i pracownikami jeszcze bardziej utrudnia i tak skomplikowaną sytuację na francuskim rynku pracy. Bezrobocie jest wciąż wysokie, sam tylko przemysł stracił w 2009 r. 196 tys. etatów. W momencie gdy związkowcy twardo żądają podwyżek, trudno oczekiwać, aby francuskie firmy zaczęły masowo zatrudniać.

Ale może jednak? Bo choć francuska prasa nie szczędzi własnej gospodarce gorzkich słów krytyki, nie wszystko nad Sekwaną jest stracone. Francja wciąż ma kilka pazurów, których nawet kryzys nie był w stanie złamać. Jednym z nich jest branża towarów luksusowych, specialité de maison jeszcze od czasów Jean-Baptiste Colberta, ministra finansów na dworze Króla Słońce Ludwika XIV. Jak odnotowuje dziennik „Le Monde”, koncern PPR (firma-matka dla takich marek jak Gucci, Yves Saint Laurent) w 2009 r. odnotował zysk 712 mln euro (tylko 0,8 proc. niższy niż w 2008 r.), przy obrotach rzędu 16,52 mld euro.

Jednak nie tylko luksusowe torebki trzymają Francję nad powierzchnią. Kryzysowi oparło się też wiele innych francuskich przedsiębiorstw, w tym najsłynniejsze marki znad Sekwany, takie jak Air Liquide (chemia przemysłowa), Danone i Pernod Ricard (przemysł spożywczy). Mimo największego kryzysu gospodarczego po II światowej - jak podkreśla dziennik ekonomiczny „Les Echos” - z 22 przedsiębiorstw wchodzących w skład głównego indeksu paryskiej giełdy CAC40, tylko pięć przyniosło w zeszłym roku straty. Najwyraźniej francuski model zarządzania - pisze „Les Echos” - nie jest tak zły. Francuskie koncerny okazały się być bardziej elastyczne, nawet jeśli to oznacza, że muszą zwalniać we Francji, a zatrudniać w państwach, gdzie siła robocza jest tańsza, a zarazem równie wydajna (co zresztą nie jest takie łatwe. Z danych Światowej Organizacji Pracy ILO wynika, że Francja jest trzecim państwem świata pod względem wydajności pracownika na godzinę, o 20 proc. wyższej niż europejska średnia).

To, że "czempioni" francuskiej gospodarki przez ostatnie dziesięć lat stali się trochę mniej francuscy, a trochę bardziej międzynarodowi, paradoksalnie służy dziś całej francuskiej gospodarce. - Zamiast zmuszać te firmy, aby wróciły z produkcją do Francji i traciły na tym pieniądze, inwestujmy w małe i średnie przedsiębiorstwa, inwestujmy w nasz kapitał intelektualny - apeluje "Les Echos".

To już się powoli dzieje - Francja ma obecnie najlepiej rozwinięty w UE system ulg podatkowych dla firm inwestujących w badania naukowe - kredyt podatkowy sięga 50 proc. inwestycji. W samym tylko 2009 r. obecne we Francji firmy dostały 3,6 mld euro wsparcia. Może dlatego Paryż wciąż jest postrzegany przez inwestorów jako jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc do inwestowania na świecie? Na liście sporządzonej m.in. przez firmą konsultingową KPMG - i opublikowanej przez "L'Expansion" - stolica Francji uplasowała się na czwartym miejscu. Za Londynem, Szanghajem i Hongkongiem, ale przed Pekinem.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów