Czwarty co do wielkości operator komórkowy w Polsce znowu namieszał. Ogłaszając dziesięć dni temu ofertę darmowych rozmów w ramach własnej sieci, otworzył drzwi, przez które przeciskają się już inni gracze.
W poniedziałek nową ofertę rozmów w sieci ogłosił Orange i jest to niewątpliwie następstwo ruchu Playa. Choć szczegóły promocji u pomarańczowego operatora niewiele mają wspólnego z promocją w Playu, obie oferty łączy ta sama filozofia - w ramach własnej sieci rozmawiamy odtąd za darmo. Oczywiście w obu ofertach tkwi haczyk - w Playu rozmowy są co prawda darmowe, ale wcześniej musimy załadować konto kwotą 30 zł, która rozliczana jest na rozmowy z numerami poza siecią, w Orange darmowość jest trochę bardziej umowna, bo tu dostajemy limit tysiąca minut wewnątrz sieci oraz na numery stacjonarne, ale musimy za to zapłacić 6 zł (czyli średnio płacimy 0,6 gr za minutę). Nie bez powodu rzecznik Grupy TP w swoim blogu unika słowa "darmowy" i pisze: "Po prostu tanio, jak nigdy". Trudno się z nim nie zgodzić i trudno też nie zauważyć zmiany w podejściu operatorów do klienta - dotychczas "darmowy" numer można było uzyskać do jednej, a najwyżej do kilku osób w tej samej sieci. Możliwość darmowego czy też niezwykle taniego dzwonienia do wszystkich w ramach tej samej sieci to podejście zupełnie nowe, ale - o czym jestem przekonany - przyzwyczaimy się do niego równie szybko jak do spadających lawinowo cen mobilnego internetu. Używam tego porównania nie bez powodu. W końcu tamtą rewolucję również rozpoczął Play.