Niemiecki E.ON Ruhrgas wytargował spory rabat na
import gazu od Gazpromu - ogłosił w piątek szef E.ON Bernhard Reutersberg. Za ponad 10 proc. surowca z Rosji
Niemcy zapłacą cenę zależną od cen na rynku bieżących dostaw. A na tym rynku gaz jest o 50-70 proc. tańszy niż w
kontraktach terminowych, w których jego cenę odnosi się do ceny ropy. E.ON będzie mógł zaoszczędzić 5-7 proc. corocznych wydatków na zakupy od Gazpromu. Rosjanie zdecydowali się na to, bo zaczęli tracić rynek w Europie. Odbierają go im Norwegowie, Algierczycy czy Katarczycy.
Inne koncerny w Europie dostaną rabat tak jak E.ON - zapowiedział w piątek Gazprom agencji Reuters.
Kampania promocji rosyjskiego gazu w Europie oznacza wizerunkową porażkę naszego rządu. W przeddzień uzgodnień E.ON z Gazpromem dotyczących rabatu wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski mówił sejmowej komisji skarbu, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo odniosło sukces w negocjacjach z Gazpromem, bo dostało na pięć lat prawo do importu gazu z rabatem. Jak informowała "Gazeta", ten opust wyniesie maksimum 1,5 proc.
To rekompensata za zwolnienie Gazpromu z długów za tranzyt gazu przez Polskę. A także za rezygnację przez PGNiG z dochodzenia odszkodowania od RosUkrEnergo (spółki należącej w połowie do Gazpromu), która w 2009 r. zerwała kontrakt na dostawy aż 25 proc. gazu importowanego przez Polskę. Gazprom dostał też gwarancje ulgowych opłat za tranzyt gazu przez Polskę i zwiększy wpływy na zarządzanie spółką EuRoPol Gaz, do której należy rura do Niemiec.
Teraz okazuje się, że Rosjanom tak bardzo zależy na zwiększeniu sprzedaży gazu, że innym firmom w UE też dają rabaty bez dodatkowych warunków. Na dodatek - wyższe.
To stawia pod znakiem zapytania sukces, o którym zapewniał Budzanowski, jednocześnie w ślad za wicepremierem Waldemarem Pawlakiem oskarżając rząd PiS i dawny zarząd PGNiG o fatalne negocjacje w 2006 r. PGNiG zgodził się wtedy o 10 proc. podnieść zapłatę za gaz od Gazpromu. Przez trzy lata zwiększyło to nasze wydatki na gaz z Rosji prawie o 1 mld dol.
To żadna sensacja. Wkrótce po podpisaniu kontraktu z 2006 r. ówczesnego ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego (PiS) o tę umowę pytał poseł Aleksander Grad (PO) kierujący dziś tym resortem. Już w 2006 r. "Gazeta", opisywała, ile dopłacimy Gazpromowi. Dziś te szacunki potwierdza Ministerstwo Skarbu. Nie wiadomo tylko, dlaczego dopiero po ponad dwóch latach kadencji obecny rząd przypomniał sobie o gazowej umowie z 2006 r., a zapomniał, w jakich okolicznościach ją sygnowano.
Podwyżki Gazprom zażądał w październiku 2005 r., tuż po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS i PO, partie, które miały wspólnie tworzyć rząd. "Gazprom skorzysta ze zmiany władzy w Polsce, aby ustanowić nowe stosunki w handlu gazem" - zapowiadał
dziennik "Kommiersant". Rosjanie zażądali nie tylko wyższej zapłaty za gaz, ale i obniżki opłat za tranzyt przez Polskę oraz większych wpływów w EuRoPol Gazie. PGNiG miało problem - chciało przedłużyć kontrakt z RosUkrEnergo wygasający w 2006 r., nie oddając Gazpromowi kontroli nad jamalską rurą.
- W 2006 r. PGNiG nie miało wyboru. Spółka zaakceptowała podwyżkę, zwłaszcza że ci sami przedstawiciele Gazpromu negocjowali jednocześnie dostawy w ramach przedłużenia kontraktu z RUE. Gazprom uzależnił przedłużenie wygasającego kontraktu z RUE od zmiany ceny w kontrakcie jamalskim na swoją korzyść - tłumaczył PAP b. minister gospodarki Piotr Woźniak, który cieszy się zaufaniem także rządu PO-PSL, bo z rekomendacji wicepremiera Pawlaka wszedł niedawno do rady nowej unijnej agencji energetycznej ACER.
- Nie mieliśmy wyboru - mówią anonimowo o nowej umowie gazowej Polski z Rosją niektórzy menedżerowie PGNiG. Po prostu nie byłoby tej umowy albo miałaby inny kształt, gdyby przed rokiem premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko nie zdecydowali o zawieszeniu
eksportu gazu do Europy przez RUE. O wypełnieniu nagłej luki PGNiG mogło rozmawiać tylko z Gazpromem, a Rosjanie wykorzystali monopol.
Przedstawiciele rządu przemilczają to uzależnienie od rosyjskiego monopolisty. Jednak potępiając w czambuł tylko poprzedników, wiceminister Budzanowski wybielał Gazprom. Ale teraz rosyjski koncern zagrał nam na nosie, przyznając rabaty zachodnim koncernom i pozbawiając rząd "sukcesu". Najlepszy sposób na zwycięstwo to skłonić przeciwników, by cię wyręczyli i sami się pobili.