Od wczoraj w komisjach Kongresu
USA trwają debaty o bezpieczeństwie aut Toyoty. Japoński koncern, który słynął z dbałości o wysoką jakość, przez ostatni miesiąc wezwał do kontroli i napraw ponad 8 mln swoich samochodów.
To największa w dziejach
motoryzacji przymusowa akcja naprawy samochodów, które mogą mieć defekty zagrażające bezpieczeństwu jazdy. W większości naprawianych aut problemy stwarza pedał gazu, który zacina się i wówczas
samochód nagle przyspiesza, zamiast hamować. W 400 tys. egzemplarzy najnowszej wersji hybrydowego modelu Prius japoński koncern musi zaś poprawić oprogramowanie układu hamulcowego.
W USA, gdzie Toyota zyskała już pozycję drugiego gracza na rynku samochodowym, wybuchła prawdziwa panika. Część wypożyczalni samochodów przestała wynajmować auta japońskiej firmy i już w styczniu sprzedaż aut tego koncernu w USA spadła o jedną szóstą. Część amerykańskich polityków sugeruje, że Toyota od lat ukrywała wady swoich samochodów, igrając z życiem kierowców. Te zarzuty chcą sprawdzić trzy komisje Kongresu USA, a także Sąd Federalny w Nowym Jorku oraz amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Amerykańscy parlamentarzyści podjęli decyzję bez precedensu i na przesłuchanie do Kongresu wezwali Akio Toyodę, szefa japońskiego koncernu i wnuka jego założyciela.
W swoim wystąpieniu szef japońskiego koncernu przepraszał amerykańskich kierowców za wady w autach. Uznał, że to skutek gwałtownej ekspansji Toyoty, która dwa lata temu została największym koncernem samochodowym świata, odbierając ten tytuł amerykańskiemu General Motors. - Obawiam się, że rozwijaliśmy się zbyt szybko. W naszych priorytetach doszło do zamieszania i nie byliśmy w stanie zatrzymać się, pomyśleć i wprowadzić udoskonalenia, tak jak robiliśmy wcześniej - powiedział Toyoda.