Listę bezrobotnych niezmiennie otwierają osoby bez zawodu. Po nich są sprzedawcy, robotnicy, ślusarze, krawcy, murarze czy pracownicy biurowi.
- To profesje, w których mamy do czynienia z największą rotacją - uważa Przemysław Susmarski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową - i sytuacją, gdy oczekiwania pracodawcy i potencjalnych pracowników najbardziej się rozmijają.
Na koniec stycznia w pośredniakach zarejestrowanych było 2 mln 52,5 tys. osób. Czyli o 418 tys. więcej niż rok wcześniej. W tym czasie odsetek bezrobotnych wzrósł w całym kraju o 26 proc., z czego najwięcej (o 62 proc.) na Pomorzu. Gdy odrzucimy procenty, zobaczymy, że najbardziej pogorszyło się w woj. mazowieckim (przybyło 63,5 tys. bezrobotnych), śląskim (+ 60 tys.) i wielkopolskim (+ 54,9 tys.).
- Ale paradoksalnie te trzy województwa mają jeden z największych wskaźników osób aktywnych zawodowo, a
bezrobocie oscyluje tam wokół 10 proc. Nie jest więc tak źle - mówi Wiesław Łagodziński z Głównego Urzędu Statystycznego.
Na Mazowszu pracuje 2 mln 748 tys. ludzi, na Śląsku 2 mln 71 tys., a w Wielkopolsce 1 mln 455 tys. Jednak sytuacja w tych rejonach jest bardzo zróżnicowana. - Mazowsze to też
Radom i okolice, gdzie padło już wszystko, co mogło, a bezrobocie wynosi 22,2 proc. To również powiat szydłowiecki, gdzie stopa
bezrobocia przekroczyła 34 proc. - mówi rzecznik GUS. - Ale najgorzej wciąż jest w woj. warmińsko-mazurskim. Tylko w dwóch powiatach wskaźnik bezrobocia nie przekracza 20 proc., a w bartoszyckim pracy nie ma 37 spośród każdej setki mieszkańców.
A co wpłynęło na niechlubny rekord Pomorza? - Przed kryzysem województwo miało najwyższy w kraju (ok. 70 proc.) udział
eksportu w produkcji przemysłu - wyjaśnia Susmarski z IBnGR. - Skończyło się to w pierwszej połowie 2009 roku wraz z likwidacją stoczni w Gdyni. Swoje zrobiły też zwolnienia w stoczniach w Gdańsku oraz Marynarki Wojennej w Gdyni. Mogły się dołożyć też powroty emigrantów.
Dziś bezrobocie w Pomorskiem wynosi 13 proc. - I do marca wzrośnie przynajmniej o kolejny punkt procentowy - dodaje Susmarski. - Dopiero potem zacznie maleć. Niewykluczone jednak, że wzrost będzie wyższy, skoro w styczniu stopa bezrobocia wyniosła 12,7 proc. wobec 11,9 proc. w grudniu.
Za część tego wzrostu odpowiada mroźna i śnieżna zima, która spowolniła prace na budowach. - W efekcie do pośredniaków po raz kolejny trafiło 256,3 tys. osób, najwięcej od ponad ośmiu lat. A odsetek bezrobotnych, którzy podjęli oferowaną przez urzędy pracę, był najniższy od lutego 2005 r. - komentuje Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku.
Drugi powód jest prozaiczny - podwyżka zasiłków. Zmiana przepisów skłoniła osoby tracące pracę do rejestrowania się w pośredniakach dopiero po 1 stycznia, bo wtedy mogą dostać wyższy zasiłek - 717 zł brutto, a nie 572 zł. Gdyby nie to, stopa bezrobocia w grudniu przekroczyłaby zapewne 12 proc., a styczniowy wzrost byłby mniej spektakularny.
Ale prawo do zasiłku ma tylko co piąty bezrobotny. A ściślej taki, który w ciągu ostatnich 18 miesięcy przepracował 365 dni lub więcej i otrzymywał przynajmniej
minimalne wynagrodzenie, od którego odprowadzano składki ZUS.
Analitycy są zgodni, że sytuacja na rynku pracy się stabilizuje. Spadek zatrudnienia w firmach jest coraz mniejszy, a z miesiąca na miesiąc etatów zaczęło przybywać. Zdaniem Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, w lutym stopa bezrobocia jeszcze wzrośnie, ale nie przekroczy 13 proc. Od kwietnia będzie już spadać.
Ekonomiści przypominają, że lepiej sytuację na rynku pracy obrazuje wskaźnik bezrobocia liczony według unijnych reguł - bezrobotnym nie jest ten, kto nie jest zainteresowany pracą lub pracuje na czarno (choć jednocześnie może być zarejestrowany w pośredniaku). GUS podał, że w IV kwartale 2009 r. tak liczona stopa bezrobocia wynosiła 8,5 proc.
W artykule wykorzystano dane Międzyresortowego Zespołu do Prognozowania Popytu na Pracę