- To ma być pokaz siły greckich związków zawodowych - piszą o proteście światowe agencje informacyjne. W ogarniętym kryzysem kraju, którego deficyt finansów publicznych w zeszłym roku wyniósł 12,7 proc. PKB, a dług publiczny zbliżył się do 300 mld euro, społeczeństwo nie akceptuje pomysłów rządu na walkę z deficytem.
W samej stolicy,
policja użyła gazu łzawiącego podczas starć przeciwko planowi oszczędnościowemu rządu. Policjanci odpowiedzieli gazem na atak grupy młodzieży, rzucającej kamieniami i plastikowymi butelkami.
Nigdy grecka tragedia nie miała tak licznej jak dziś widowni. Bo nigdy dotąd interesy finansowe równie wielu nie zależały od tego, co stanie się w Atenach.
Grecja jest winna światu ponad 300 mld dol. Blisko 30 mld spłat przypada na kwiecień i maj. Wierzyciele to największe banki i jeśli Grecy nie znajdą sposobu na spłatę długu, odczuje to cały świat.
Urzędujący od października premier George Papandreou chce m.in. podwyższyć stawkę VAT i zamrozić płace pracowników sfery budżetowej. Na takie pomysły związkowcy mówią "nie". - Wiemy, że sytuacja fiskalna kraju jest fatalna, ale pomysły rządu na wyjście z kryzysu są niesprawiedliwe - mówi agencji AP Yiannis Panagopoulos ze związku GSEE. - Nie może być tak, że za kryzys płacą ci, którzy go nie wywołali - dodaje.
Wcześniej protestowali już rolnicy, urzędnicy ministerstwa finansów, celnicy, taksówkarze. Jednak to było tylko preludium paraliżu kraju, który nastąpi w środę. Przez cały dzień nieczynne będą szkoły, urzędy, a w szpitalach wykonywać się będzie jedynie zabiegi ratujące życie. Tysiące osób nie będą się mogły dostać do pracy, bo transport publiczny również nie będzie działał - kursować mają tylko niektóre autobusy i pociągi. Co prawda w Atenach kursują autobusy i metro, ale tylko po to, by strajkujący mogli udać się na miejsce manifestacji, które mają się odbyć w centrum w ciągu dnia. O północy stanął transport lotniczy i morski.24 - godzinny protest zaplanowali nawet dziennikarze. W efekcie
radio i
telewizja nie będą przekazywały żadnych informacji na temat strajku, a w czwartek nie ukażą się gazety.
- Temu, co dzieje się na południowych obrzeżach kontynentu, Unia przygląda się z niepokojem, a nierzadko z oburzeniem. Nawarzyła sobie piwa, otwierając drzwi do unii monetarnej krajowi, który nie był, jak się okazuje, do tego przygotowany. Na jaw wychodzą też wątpliwe praktyki firm z Wall Street. Kłamstwa, wierutne kłamstwa i greckie statystyki - to sformułowanie zaczęło krążyć w kręgach nie tylko polityki i gospodarki na wiadomość o tym, że deficyt budżetu Grecji to nie 3,7 proc. PKB, jak mówił poprzedni rząd, ale 12,7 proc. O tym, że Grecy fałszują statystyki, wiedziano w UE od dawna, ale mało kto zdawał sobie sprawę na jaką skalę - pisze Andrzej Lubowski w analizie
"Za kulisami greckiego dramatu" na temat problemów Grecji.
Strajk generalny może dotknąć nie tylko Grecję, ale też inne kraje, bo związkowcy zapowiedzieli całkowite zamknięcie lotniska w Atenach.
W sondażu, który ukazał się w niedzielnym wydaniu gazety "Ethnos" 57,6 proc. Greków wierzy, że środki, które przedsięwziął do tej pory rząd dla poprawy sytuacji w kraju, są słuszne. 75,8 proc. badanych uważa, że działanie związków w sytuacji kryzysu nie powinno być aż tak agresywne.
"Grecka czkawka" - o sytuacji w Grecji czytaj na blogu Konrada Niklewicza
- Grecka tragedia ma proste podłoże - życie ponad stan. Kraj zadłużył się na potęgę, i to nie z dnia na dzień. Premier George Papandreou woli mówić o deficycie wiarygodności niż o budżetowym. To jego ojciec Andreas Papandreou przewodził rządowi, który z jednej strony zasłużył się reformami społecznymi, z drugiej zaś w latach 80. wprowadził kraj na tory szybkiej akumulacji długu. Ogromna, niekompetentna biurokracja regularnie domagała się znacznych podwyżek i otrzymywała je. Rządy, niezależnie od barw, nie miały odwagi, by się im przeciwstawić. Powstał szczodry system przywilejów socjalnych nieprzystający do potencjału gospodarczego i stopnia zamożności państwa - pisał dla "Gazety" Andrzej Lubowski, ekonomista i publicysta na stałe mieszkający w
USA.
Polecamy raport wyborcza.biz:
"Grecja i jej problemy finansowe" Rząd premiera Papandreou jest pod ścianą, bo na ręce patrzy mu cała Unia Europejska. Od tego, czy poradzi sobie z wprowadzeniem reform, zależy dalsza polityka Unii wobec tego kraju. Europa chce do 16 marca zobaczyć, że rząd wprowadził zdecydowane reformy.