Analitycy byli optymistami, bo oczekiwali, że koniunktura się poprawia. Nabywców miało znaleźć 360 tys. domów, wobec 348 tys. w poprzednim miesiącu. Ale Departament Handlu
USA podał, że sprzedano jedynie 309 tys. domów, co jest wynikiem aż o 11,2 proc. gorszym od osiągniętego w grudniu 2009. Rynek nowych domów stanowi ok. 15 proc. transakcji na rynku
nieruchomości w USA, reszta pochodzi z rynku wtórnego.
Liczba sprzedanych nowych domów spadła już trzeci miesiąc z rzędu, ale tym razem dynamika spadku była największa od roku. Ustanowiono też niechlubny rekord: styczniowa liczba transakcji nowymi domami jest najgorszym wynikiem od początku prowadzenia tego typu obliczeń w styczniu 1963 r.
Inwestorzy na giełdach natychmiast zareagowali na kiepskie dane, bo podważają one wiarę w trwałość ożywienia w
gospodarce USA. Indeks na Wall Street poszły lekko w dół, podobnie jak na
GPW. Ale szybko zaczęły odrabiać straty, bo szef Fed Ben Bernanke zapowiedział, że utrzyma niskie
stopy procentowe jeszcze przez długi czas. To dzięki taniemu kredytowi inwestorzy na giełdach dysponują dużymi kapitałami na zakupy.