Dyskusja toczy się wokół wydanej we wtorek przez KNF rekomendacji T, która określa zasady udzielania kredytów. Zgodnie z nowymi wymogami banki będą musiały uwzględniać dochody, koszty życia i inne zobowiązania finansowe klientów. Łączna suma miesięcznych rat kredytów i pożyczek nie może przekroczyć połowy dochodów (w przypadku osób wyjątkowo zamożnych próg może zostać podwyższony do 65 proc.).
Według prognoz nadzoru po wprowadzeniu nowych przepisów banki będą udzielać o 5 proc. mniej kredytów hipotecznych i o 10 proc. mniej pożyczek konsumpcyjnych. Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich, te szacunki są trafne tylko w odniesieniu do banków, które bardzo konserwatywnie oceniały zdolność kredytową swoich klientów. W bankach, w których kredyt dostać było łatwiej, kredytów będzie nawet o jedną trzecią mniej. Pietraszkiewicz podkreśla, że nawet w optymistycznym wariancie takie ograniczenia oznaczają wymierne straty dla gospodarki - 5 proc. mniej kredytów hipotecznych oznacza, że klienci nie dostaną pieniędzy na finansowanie zakupu ok. 9 tys. mieszkań. Z kolei 10-procentowy spadek sprzedaży pożyczek oznacza 6,5-7 mld zł wydanych na konsumpcję. Prezes ZBP podkreśla, że nowe przepisy najmocniej uderzą w uboższych klientów, bo oni w ogóle nie będą mogli liczyć na kredyt bankowy. Pieniędzy będą musieli szukać na finansowym marginesie - w lombardach i firmach pożyczkowych.
KNF jest przeciwnego zdania. Zdaniem nadzoru dzięki bardziej rygorystycznym zasadom badania
zdolności kredytowej mniej osób wpadnie w kredytową pętlę. - Tacy klienci są najbardziej narażeni na ryzyko przekredytowania, a potem muszą radzić sobie z lawiną długów i
windykatorami - mówi Marta Chmielewska-Racławska, rzeczniczka KNF.
Komisję krytykuje też Wojciech Kwaśniak, doradca prezesa NBP i b. główny
inspektor nadzoru bankowego - za to, że wprowadziła rekomendację zbyt późno. - Jej wprowadzenie jest obecnie w mojej indywidualnej ocenie wątpliwe i zadziała procyklicznie na zachowanie banków - mówi Kwaśniak. Obawia się on, że rekomendacja zwiększy niechęć banków do udzielania kredytów i przedłuży osłabienie w polskiej gospodarce.
- W przypadku banków, które w ocenie nadzoru działają nadmiernie ryzykownie, lepszy, szybszy i skuteczniejszy efekt mogłyby przynieść indywidualne działania nadzorcze - mówi Kwaśniak.
Analitycy z firm brokerskich nie są zgodni, jak rekomendacja nadzoru wpłynie na rynek kredytowy. Expander wskazuje, że jeśli chodzi o kredyty hipoteczne, to większość banków po wprowadzeniu rekomendacji T wcale nie będzie musiała zaostrzać warunków obliczania zdolności kredytowej klientów. Nieznacznie przykręcić śrubę będą musiały tylko:
Polbank, Pekao i
BOŚ oraz banki spółdzielcze.