Maciej Samcik: Ile osób w Polsce z powodu Rekomendacji T nie dostanie kredytu? Krzysztof Broda: Określenie wielkości takiej grupy jest trudne. Nasze szacunki i dane
Biura Informacji Kredytowej wskazują, że nie przekracza ona 5 proc. wszystkich kredytobiorców. Warto zwrócić uwagę, że tzw. przekredytowani to zwykle osoby uboższe, o niższych niż przeciętne dochodach, często emeryci i renciści.
Taki klient, w przeciwieństwie do osoby, która po prostu utraciła źródło zarobkowania, ma mniejsze szanse na rozwiązanie problemu. W przypadku klienta, który utracił zdolność do spłaty zobowiązań, ale jest zadłużony na rozsądnym poziomie, istnieje możliwość restrukturyzacji długu, a problem może się rozwiązać, kiedy klient odzyska
pracę.
Czy Rekomendacja T nie oznacza braku wiary w to, że banki same potrafią ograniczyć ryzyko kredytowe? - To nie tak. Błędy w zarządzaniu ryzykiem w sektorze bankowym wymagają oddziaływania na cały rynek, a nie pojedyncze banki. Zjawisko przekredytowania rzutuje przecież także na te banki, które mają konserwatywną politykę kredytową. Utrata zdolności do spłacania zobowiązań oznacza, że klient przestanie obsługiwać długi także w tych bankach, w których się zadłużył, kiedy nie był jeszcze przekredytowany.
Czy Rekomendacja T nie jest przypadkiem alibi dla KNF, która nie chce objąć nadzorem instytucji pożyczkowych i pośredników kredytowych? To oni większym stopniu niż banki odpowiadają za wpędzanie Polaków w pętlę długów. - Prawdą jest, że pośrednicy, firmy pożyczkowe, banki,
SKOK-i są uczestnikami rynku finansowego i ich działalność się przenika. Jednak ustawodawca powierzył nam dbałość o stabilność systemu zdefiniowanego poprzez konkretne podmioty poddane naszej kontroli. Ale staramy się też zwracać uwagę na te obszary, które mogą stwarzać zagrożenie dla klienta. Dlatego w Rekomendacji T, ale też innych regulacjach i stanowiskach zwracamy szczególną uwagę na rzetelność i przejrzystość informacji o produktach i usługach instytucji finansowych.