Komisja zajęła się sprawą po skargach trzech firm - Ciao.de, Foundem (obie prowadzą tzw. porównywarki cenowe) oraz francuskiego serwisu EJustice.fr, wyszukiwarki specjalizującej się w tematyce prawnej.
Firmy oskarżają
Google'a, że tak majstruje przy rankingach konkurencyjnych serwisów, by pojawiały się jak najniżej na liście wyszukiwania. Kwestionują też zasady, jakie Google narzucił w reklamach wyświetlających się w wyszukiwarce.
To na razie wstępne, wyjaśniające kroki unijnych urzędników. Komisja sama podkreśla, że nie wszczęła formalnego postępowania w tej sprawie. Potwierdza za to, że wysłała do Google'a list z prośbą o wytłumaczenie, w jaki sposób wyszukiwarka koncernu decyduje o tym, które strony pojawiają się wyżej na listach wyszukiwania i jak działa system linków sponsorowanych.
Gdyby Komisja zdecydowała się na postępowanie, byłaby to pierwsza sprawa Brukseli przeciwko Google'owi, niezwiązana z prześwietlaniem transakcji (w 2008 r. Komisja zgodziła się na przejęcie spółki DoubleClick). Wcześniej mimo ogromnego, bo ok. 90-proc. udziału w rynkach wyszukiwarek Google rzadko miewał na pieńku z unijnymi urzędnikami: pod presją ze strony jednego z ciał doradczych Unii skrócił czas przechowywania danych dotyczących wyszukiwania,
Google zaprzecza, by w jakikolwiek sposób łamał europejskie prawo albo by działał na szkodę konkurentów. I sugeruje, że skargi firm są inspirowane przez...
Microsoft.
Google przypomina, że porównywarkę Ciao koncern z Redmond kupił w 2008 r. "Wcześniej Ciao było naszym wieloletnim partnerem reklamowym. Jednak po przejęciu przez Microsoft zaczęliśmy od nich otrzymywać skargi dotyczące naszych standardowych warunków współpracy" - pisze w
blogu Julia Holtz, prawniczka Google'a. Dodaje, że Foundem należy do zarejestrowanej w Brukseli organizacji ICOMP - założonej przez Microsoft do lobbingu przeciwko Google'owi w Europie.
- Wierzymy, że to najzupełniej naturalne dla urzędu ds. konkurencji, by przyglądać się rynkowi reklamy internetowej. Zwłaszcza biorąc pod uwagę dominację jednego gracza - odpiera cytowany przez
dziennik "The Wall Street Journal" rzecznik Microsoftu. Dodając, że nikt z Komisji nie kontaktował się w tej sprawie z Microsoftem.