Na filmiku widać, jak grupa uczniów z Turynu męczy niepełnosprawnego kolegę. Plik zniknął z serwisu, gdy
Google otrzymał zgłoszenie od władz. Koncern pomógł też włoskiej policji ustalić, kto zamieścił
wideo. - Czyli to, czego wymagało od nas prawo europejskie i włoskie - odpierał koncern. Ale prokuratura, która domagała się kary roku więzienia, oskarżyła menedżerów o zaniedbanie - bo wideo było dostępne przez dwa miesiące, a w serwisie pojawiały się komentarze użytkowników, by je usunąć. Prokurator uznał, że takie działania "umniejszają fundamentalne prawa obywateli, w tym prawo do prywatności". Skargę wniósł ojciec chłopca i włoska organizacja Vivi Down zajmująca się prawami osób z zespołem Downa.
Google zapowiada apelację. - Jestem oburzony decyzją sądu - mówi David Drummond, główny radca prawny Google'a, jeden z trójki skazanych. - Jeśli osoby takie jak ja, które nie mają nic wspólnego z napastowaniem chłopca ani z nakręceniem filmiku, czy nawet jego zamieszczeniem w serwisie Google Video, mogą być skazane wyłącznie z powodu zajmowanego stanowiska w Google'u, to każdy pracownik innej spółki internetowej też może stać przed podobnym ryzykiem.
- Próby obarczania serwisów winą za to, co umieszczają użytkownicy, to bezpośredni zamach na wolny, otwarty internet - dopowiada rzecznik włoskiego oddziału Google'a.