Jak pokazują badania wśród przedsiębiorstw nie panuje wielki optymizm. - Firmy są bardzo ostrożne w swoich prognozach na 2010 rok. Poza tym, nie ma jednoznacznej oceny sytuacji przedsiębiorców - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Lewiatana.
Jak przypomina Magdalena Czaja, prezes zarządu agencji reklamowej San Markos, branża reklamowa jest powszechnie uważana za barometr zmian sytuacji przedsiębiorstw. Budżety reklamowe i marketingowe są cięte w pierwszej kolejność w razie problemów firm. - Teraz obserwuję ożywienie. Ilość zapytań od firm, która spływa do agencji bardzo wzrosła - mówi Czaja.
W jej ocenie jeszcze pierwsza połowa tego roku będzie trudna, później agencje złapią przysłowiowy oddech.
Jak pokazują badania choć przedsiębiorcy zakładają lepsze wyniki niż w ubiegłym roku, ale nie ma dużych powodów do radości. 48 proc. firm prognozuje, że ich przychody wzrosną, i to średnio o ponad 17 proc. Jednak aż ponad jedna trzecia firm nie widzi potencjału do wzrostu. Poza tym, 15 proc. przedsiębiorstw przewiduje spadek sprzedaży i to średnio o ponad 16 proc.
Właściciele firm spodziewają, że w 2010 r. w całym sektorze sprzedaż wzrośnie o 6 proc. Oznacza to, że dynamika będzie znacznie mniejsza niż w okresie wychodzenia z osłabienia gospodarczego w latach 2001-2002.
We wszystkich grupach firm panuje przekonanie, że wzrosną przychody ze sprzedaży.
Zdaniem Henryka Orfingera, prezesa Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris ten rok będzie trudniejszy od 2009. Patrząc bowiem na jego sektor kryzysu nie było. Nastąpił wyraźny wzrost sprzedaży, w niektórych segmentach kosmetyków nawet o 10-12 proc. Teraz należy spodziewać się średniego wzrostu rynku o 5 proc. - Wracamy do normalności. Koszyk zakupowy się zmienia - mówi Orfinger i wyjaśnia, że w ubiegłym roku Polacy mieli ogromne trudności z otrzymaniem kredytów, więc nie kupowali mieszkań czy samochodów. Teraz sytuacja się zmieniła. Mniejsze wydatki traktowane są bardziej restrykcyjnie, zaczyna się dokładniejsze liczenie i oszczędzanie na większe zakupy.
Z badań wynika, że najwięcej optymistów jest wśród dużych przedsiębiorstw.
Spodziewają się oni wzrostu sprzedaży o 5,4 proc. To sporo mniej od entuzjastycznie nastawionych firm małych oczekujących 8,2 proc. Najgorsze nastroje panują wśród mikroprzedsiębiorstw. - Obawiają się, że firmy małe wypchnął je z rynku, ponieważ czują, że te szykują się do ekspansji - mówi Starczewska-Krzysztoszek.
Tym prognozom odpowiadają oczekiwania dotyczące zysków. Największymi optymistami są firmy duże i małe. Zakładają, że wzrost zysków będzie większy niż wzrost sprzedaży. Przedsiębiorstwa duże oczekują wzrostu o 10,9 proc, a małe o 9,7 proc.
Przy czym, szczególnie ostrożne, w ocenie możliwości wzrostu sprzedaży i zysków są firmy działające na polskim rynku. Za to wśród eksporterów panuje optymizm. - Prawdopodobnie mają już kontrakty i stabilną sytuację we współpracy z kontrahentami - wyjaśnia Starczewska-Krzysztoszek.
Jak pokazują badania szanse na szybszy wzrost w 2010 r. widzą firmy ze wszystkich sektorów. Wyjątkiem są tu tylko przedsiębiorstwa transportowe. Jednak w 2010 roku nie należy się spodziewać dużego wzrostu zatrudnienia. Zaledwie co trzecia firma oczekująca, że będzie mieć większą sprzedaż i zysk, chce zatrudniać.
Duże firmy nadal planują restrukturyzację, natomiast firmy małe -raptem wzrost zatrudniania o 1,3 proc. Więcej za to chcą przyjmować do pracy mikroprzedsiębiorstwa. Planowany jest ponad 5 proc. wzrost zatrudnienia. Przy czym badania pokazują, że właściciele firm w coraz mniejszym stopniu koncentrują się na wzroście liczby pracowników, a w coraz większym stopniu - na ich "jakości". Podczas bowiem gdy zapowiedzi zatrudnienia są bardzo skromne, w większości sektorów planowane są wzrosty wynagrodzeń. Wyjątkiem tutaj są hotele i
restauracje, firmy handlowe oraz transportowe.