O kłopotach osób inwestujących na giełdzie i w fundusze z rozliczaniem strat podatkowych pisaliśmy w "Gazecie" kilka razy. Problem przybrał na sile w czasach kryzysu finansowego, bo wielu inwestorów zamiast spodziewanych zysków, kończyło swoje operacje stratami. Tymczasem, o ile straty na giełdzie można uwzględnić w rocznym rozliczeniu podatkowym, to już na uwzględnienie w PIT strat z inwestycji w funduszach fiskus się nie godzi.
Tłumaczy, że podatnik inwestujący na giełdzie jest opodatkowany inaczej niż ten, który wkłada pieniądze w fundusze. W tym pierwszym przypadku podatnik sam rozlicza się z fiskusem - po zakończeniu roku wypełnia PIT, w którym chwali się swoimi dokonaniami na rynku akcji i płaci podatek od zysku. Jeśli zamiast zysku jest strata - wpisuje ją w zeznaniu. W przyszłości będzie mógł ją odliczyć od dochodu, jeśli taki się pojawi. To choć trochę osładza życie stratnego inwestora. Natomiast osoba inwestująca w fundusze nie składa rocznego PIT. To fundusz odciąga i odprowadza do kasy fiskusa podatek od jej zysków. Gdy pojawia się strata - nie ma podatku. Ale też nie ma co z nią zrobić.
Niestety, nie da się też od zysków z inwestycji w akcje odliczyć strat z inwestycji w fundusze. To wedle interpretacji fiskusa jak gdyby odrębne światy. Nie ma więc mowy o żadnej kompensacji strat.
- Kwestia braku możliwości rozliczenia straty jest niewątpliwie uciążliwa dla podatników i może prowadzić do sytuacji, kiedy to ekonomicznie ponoszą oni stratę z tytułu umorzenia jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, a podatek i tak będą musieli zapłacić - komentował dla "Gazety" Leszek Tokarski, ekspert podatkowy z firmy Deloitte. Jego zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie żeby do inwestycji w akcje i fundusze stosować tę samą logikę rozliczeń.
Także Arkadiusz Gliniecki,
doradca podatkowy z firmy KPMG przekonywał, że oba rodzaje strat powinny być traktowane w ten sam sposób. - Podatkowo jest to takie samo źródło przychodów - tłumaczył.
W połowie grudnia zeszłego roku w sukurs podatnikom przyszedł Wojewódzki Sąd Administracyjny w
Warszawie. O wydanym przezeń wyroku w czwartek napisał serwis OnetBiznes. Rozpatrując skargę jednego z podatników WSA dopuścił możliwość pomniejszenia osiągniętych w 2008 r. dochodów ze sprzedaży akcji na rynku amerykańskim o poniesioną stratę z tytułu udziału w polskich funduszach kapitałowych. Tłumaczył, że dochody zarówno z inwestycji w fundusze kapitałowe, jak i ze sprzedaży akcji są tzw. "przychodem z kapitałów pieniężnych". To jedno i to samo źródło przychodu. A skoro tak, to nie ma żadnych przeszkód, aby w rozliczeniu rocznym pomniejszyć zyski z giełdy o straty z funduszy inwestycyjnych. Przeszkodą dla prawa do uwzględnienia w PIT strat z inwestycji w fundusze nie może też być fakt, że to fundusz pobiera podatek w imieniu inwestora. Zdaniem sądu żaden przepis ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie zakazuje podatnikowi wykazania w zeznaniu PIT-38 dochodu (straty) z udziału w funduszach.
Za wcześnie jednak jeszcze na odtrąbienie sukcesu podatników. Orzeczenie WSA nie jest prawomocne. Co więcej dotyczy indywidualnej sprawy skarżącego się doń podatnika. Trudno przypuszczać aby po tym jednym wyroku fiskus zmienił stanowisko. Trzeba więc poczekać na kolejne wyroki w podobnych sprawach. Być może głos zabierze też Naczelny Sąd Administracyjny.
Decyzję WSA już skrytykował wiceminister finansów Maciej Grabowski. Powiedział on, w TVN CNBC, że sąd być może się pomylił, bo obydwa źródła dochodu zawsze były traktowane oddzielnie i nie ma powodu, żeby tę sytuację zmieniać.