Biznes Ludzie Pieniądze

Rekordowa liczba napadów na banki w 2009 r.

Nina Hałabuz
26.02.2010 , aktualizacja: 26.02.2010 14:34
A A A Drukuj
Bankowcy obawiają się, że znowelizowana przez Sejm ustawa o wymianie informacji gospodarczych ułatwi oszustom wyłudzanie pieniędzy metodą ?na słupa?. - 5 proc. wszystkich wniosków kredytowych składają oszuści - mówią.
W Polsce wskaźnik rozwarstwiernia ze względu na zarobki, jest dość wysoki.
Fot. AG
W Polsce wskaźnik rozwarstwiernia ze względu na zarobki, jest dość wysoki.
Oszuści wyłudzają pieniądze na fałszywe firmy, podrobione dokumenty, wykorzystują pośredników kredytowych. - Najpopularniejszy i najskuteczniejszy jest sposób na fikcyjną firmę. Oszuści rejestrują filię znanej firmy. Ona ma prawdziwą siedzibę w Warszawie, a oni zakładają filię w innym mieście. Rejestrują ją w urzędzie skarbowym, podrabiają pieczątki, zakładają telefony i strony internetowe. Zatrudniają ludzi, płacą nawet za nich składki do ZUS-u, żeby wszystko wyglądało legalnie. Ale ci ludzie nie mają pracować, tylko wyłudzić od banków pieniądze. Dostają zaświadczenia o zarobkach i idą po kredyty na samochody, mieszkania, wakacje. A potem znikają - opowiada Robert. Pracuje w jednej z dużych instytucji finansowych. Jest detektywem - tropi oszustów, którzy próbują wyłudzać kredyty. Jak się przed nimi bronić? - Sprawdzamy właściciela firmy, dzwonimy do urzędu skarbowego, sprawdzamy też, od jak dawna strona internetowa firmy znajduje się na serwerze. Bo zdarza się, że firma działa niby od pięciu lat, a tymczasem strona WWW powstała dwa miesiące temu - tłumaczy Robert.

Jego zdaniem metoda "na słupa" jest znacznie mniej skuteczna. Dlaczego? Żeby dostać kredyt, trzeba stanąć twarzą w twarz z pracownikiem banku, a podstawione osoby - alkoholicy albo bezdomni, nawet dobrze ubrani i przeszkoleni - mogłyby nie wypaść wiarygodnie. - Do tego trzeba ludzi pewnych siebie, więc takimi wyłudzeniami zajmują się zwykle zorganizowane szajki - mówi Robert.

Związek Banków Polskich podaje, że w ubiegłym roku doszło do co najmniej 8,5 tys. prób wyłudzeń. Ilu oszustom udało się wykiwać banki? Przynajmniej kilkuset.

W czwartek policja poinformowała o zatrzymaniu czterech osób podejrzanych o wyłudzanie kredytów. Mężczyźni wpadli w Legionowie. Przygotowywali sfałszowane dokumenty o zatrudnieniu, zarobkach i książeczki wojskowe, natomiast po pieniądze do banków chodzili bezdomni i bezrobotni, często zwerbowani przez nich na dworcach kolejowych. "Słupy" dostawały po kilkaset złotych, natomiast do kieszeni członków szajki trafiło - zdaniem policjantów - ok. 150 tys. zł.

Na początku lutego podobnie działająca grupa została schwytana w Rzeszowie. Oszuści posługiwali się podrobionymi zaświadczeniami o zatrudnieniu (miały stworzyć wrażenie, że osoba ubiegająca się o kredyt od dłuższego czasu jest zatrudniona w firmie i zarabia co najmniej 4 tys. zł miesięcznie). W rzeczywistości żadna z tych osób nigdzie nie pracowała. Szajką kierował 46-letni mieszkaniec Rzeszowa. Wraz z dwiema zatrzymanymi kobietami fałszował dokumenty, stemplując je podrobioną pieczątką firmy, w której przez krótki czas pracował. Jedna z kobiet swoim samochodem zawoziła do banków pozostałe osoby, które chodziły po odbiór kredytów.

O podobnych zatrzymaniach policja informuje trzy-cztery razy w miesiącu.

Rośnie też liczba "tradycyjnych" napadów na banki. Ubiegły rok był pod tym względem rekordowy - Instytut Bezpieczeństwa Gospodarczego podaje, że w 2009 r. doszło do 121 napaści. Najniebezpieczniejsza pod tym względem jest Warszawa - w stolicy złodzieje wtargnęli do 24 placówek. Eksperci z IBG wskazują, że przestępcy nie biorą sobie za cel dużych, dobrze strzeżonych oddziałów, ale raczej mniejsze punkty, często agencje bankowe. W ubiegłym roku doszło do 18 napadów na placówki franczyzowe i 15 na banki spółdzielcze. Tyle samo razy celem złodziei padały placówki SKOK-ów. Na kolejnych miejscach znajdują się Bank Millennium (14 napadów) i PKO BP (13). Najczęściej przestępca działa sam (tak było w przypadku 99 ubiegłorocznych napadów). - Sprawcy działają według podobnej taktyki. Wybierają małe placówki (z obsadą jedno- lub dwuosobową) w dużych miastach. Często maskują twarz szalikiem, chustą, czapką z daszkiem, ciemnymi okularami, kominiarką, pończochą, kapturem. Terroryzują personel najczęściej przedmiotem przypominającym broń. Rzadko strzelają. W dwóch przypadkach sprawca wobec sprzeciwu wydania pieniędzy użył wobec kasjerki przemocy fizycznej, uderzając ją pięścią w twarz i kopiąc w brzuch. Czas napadu nie przekracza jednej minuty - piszą eksperci IBG.

Według takiego scenariusza działali trzej sprawcy napadu, do którego doszło w piątek 20 lutego w Lublinie. Mężczyźni grozili kasjerom przedmiotami przypominającymi pistolety, mieli na głowach kominiarki i ciemne okulary. Od jednej z pracownic agencji zażądali pieniędzy, a kobieta w obawie o swoje życie wydała im 10 tys. zł.





Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów