Po tym, jak 3 grudnia 2009 roku za uncję złota płacono najwyższą w historii stawkę, 1226,20 dol., notowania kruszcu spadły do poziomu między 1 a 1,1 tys. dol. Taka cena utrzymywała się przez pierwsze tygodnie tego roku. Analitycy mówią jednak, że obecna korekta traci już impet i wszystko wskazuje na to, że
złoto będzie drożeć. - Analiza pokazuje, że w ciągu 2-3 miesięcy ceny złota wrócą do najwyższych poziomów notowanych w grudniu - mówi Dorota Sierakowska z DM BOŚ.
Przez ostatnie lata, a niemal wieki, na cenę kruszcu wpływ miała przede wszystkim amerykańska gospodarka. Precyzyjnie sprawdzała się zasada: dolar się osłabia, cena złota pnie się w górę. Ale teraz dane makroekonomiczne zza oceanu przestają być sztywno powiązane z ceną kruszcu. Powód? Na rynku coraz silnej zaznaczają się zupełnie nowi gracze, którzy w czasach potęgi dolara stali w cieniu. I to ich zapotrzebowania popytowe i polityka dotycząca zamian rezerw kształtują notowania.
- To głównie
Chiny, które publicznie deklarują, że chcą zamieniać swoje olbrzymie rezerwy walutowe na złoto - mówi Ireneusz Jabłoński z Centrum Adama Smitha. Efekty takiego działania widać już teraz. W ciągu ostatnich lat Chiny niemal podwoiły swoje rezerwy i są obecnie 5. na świecie krajem pod względem ilości posiadanego złota. - W ślad za Chinami, z tym że mniej oficjalnie, idą
Indie,
Brazylia czy inne państwa, które wyrastają na nowe światowe potęgi gospodarcze - dodaje Jabłoński.
Prawdopodobnie skarbiec Państwa Środka powiększy się niedługo o prawie 200 ton złota, które chce sprzedać Międzynarodowy Fundusz Walutowy. - Taka ilość wpuszczona na rynek mogłaby spowodować osłabienie ceny złota, z drugiej strony nieoficjalnie mówi się, że wszystko prawie od ręki wykupią Chińczycy - zauważa Dorota Sierakowska.
Złoto od wieków uważane jest za jedną z najpewniejszych lokat kapitału. Dlatego coraz więcej inwestorów zastanawia się, czy nie zamieniać swoich
rezerw walutowych na bardziej trwałe środki.
- Ostatnie zawirowania w Grecji pokazały, że europejska waluta nie należy do stabilnych. Tym bardziej za taką nie może uchodzić dolar, któremu grozi utrata wartości. Stany Zjednoczone mają bowiem ogromny dług, deficyt budżetowy, bezrobocie powyżej 10 proc., ujemne saldo handlowe - zauważa Jan Mazruek z TFI Investors. - Ponadto, chociaż obecnie nie ma za oceanem inflacji, istnieje ryzyko, że rząd amerykański uruchomi ją sztucznie, a to jest "woda na młyn" złota - dodaje.