Biznes Ludzie Pieniądze

Dane NBP o bezrobociu są niewiarygodne

Piotr Sarnecki
26.02.2010 , aktualizacja: 26.02.2010 17:15
A A A Drukuj
Absolutnie nie mogę się zgodzić z danymi NBP o tym, że bezrobocie BAEL osiągnie 11-12 proc. To by oznaczało katastrofę. W mojej opinii popyt wewnętrzny będzie rósł, wkrótce ruszy eksport. Dziś nie mam powodu sądzić, że stopa bezrobocia przekroczy 10 proc. w ciągu dwóch najbliższych lat
Piotr Sarnecki
Fot. PKPP Lewiatan
Piotr Sarnecki
W piątek Narodowy Bank Polski opublikował "Raport o inflacji. Luty 2010". W dokumencie znajdujemy taki fragment: "W latach 2011-2012 w wyniku poprawy sytuacji gospodarczej wzrost stopy bezrobocia zostanie zahamowany i stopa bezrobocia BAEL [Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności] ustabilizuje się w przedziale 11-12 proc." (w IV kwartale 2009 r. było to 8,5 proc.).

Patrząc na bieżące dane, absolutnie nie mogę się zgodzić z projekcją NBP. Autorzy spodziewają się dużych problemów gospodarczych lub jakichś innych negatywnych i nieprzewidzianych okoliczności. Tymczasem z informacji, które zbiera od przedsiębiorców Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", wynika, że nastroje poprawiają się, a indeks biznesu opracowywany przez czołówkę polskich ekonomistów odrobił w styczniu stratę z zeszłego roku.

W mojej opinii po II kwartale bezrobocie spadnie o 1 proc. Wynika to z czynników sezonowych oraz z tego, że w ostatnich miesiącach podwyższono zasiłki, co spowodowało lawinę zgłoszeń po pomoc w urzędach pracy. Akurat po sześciu miesiącach roku wysokość zasiłków się zmniejszy i ludzie będą musieli poszukać sobie zajęcia.

W mojej opinii dobrym sygnałem jest to, że branża motoryzacyjna wbrew opiniom formułowanym jeszcze dwa lata temu nie przeżywa zapaści. Polskie fabryki Fiata, Toyoty, Volkswagena mają zamówienia i będą produkować. A to oznacza miejsca pracy nie tylko w tych konkretnych zakładach, ale też dla wielu kooperantów.

To właśnie małe i średnie firmy pierwsze reagują na zmianę koniunktury w gospodarce - jeśli mają mniej zamówień, od razu zwalniają pracowników, bo w przeciwieństwie do korporacji nie mają na czym oszczędzać. Z drugiej strony, jeśli sytuacja zaczyna się poprawiać, to małe przedsiębiorstwa jako pierwsze zaczynają zatrudniać.

Oczywiście, nie można zakładać tylko dobrych scenariuszy. Inna sytuacja będzie w dużych państwowych firmach, które coraz śmielej decydują się na restrukturyzację. Mam na myśli PZU, które wybiera się na giełdę. Aby poprawić efektywność rynkową, firma zdecydowała się zwolnić 2,3 tys. osób. W tym przypadku szef PZU okazał się dobrym i odważnym menedżerem. Inne firmy, np. LOT, nie przeprowadziły koniecznych restrukturyzacji. Moim zdaniem to nie jest dobra droga.



Piotr Sarnecki jest ekspertem PKPP "Lewiatan" ds. Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy



not. is

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów