Kombinat poinformował, że wynik był lepszy dzięki zaliczce na poczet dywidendy od Polkomtela (operator sieci komórkowej Plus) i wysokiej cenie miedzi na światowych rynkach. Na początku zeszłego roku tona tego surowca kosztowała ok. 3,4 tys. dol., pod koniec roku ponaddwukrotnie więcej - ok. 7,3 tys. Zarząd kilkakrotnie zmieniał prognozy ubiegłorocznego zysku. Najpierw zakładał 488 mln zł, w połowie już 1,9 mld zł, a potem założył 2,25 mld zysku netto. Wczoraj okazało się, że KGHM zarobił jeszcze więcej - 2,54 mld zł netto.
- Co to za zarząd, który nie potrafi oszacować dobrze zysku? Opowiadano nam, że z powodu kryzysu finansowego trzeba zaoszczędzić na podwyżkach. To było zwykłe mamienie ludzi - mówi Józef Czyczerski, przewodniczący "Solidarności" w KGHM, który od kilku miesięcy negocjuje podwyżki dla 18-tysięcznej załogi.
Podwyżek o 300 zł dla każdego z 18 tys. pracowników domaga się również druga największa po "Solidarności" organizacja związkowa w KGHM - Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego, którego szefem jest Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD. ZZPPM odwiesił w tej sprawie spór zbiorowy z zarządem spółki.
Zarząd zgadza się na podwyżki dla pracowników. Spółka chce na podwyżki w tym roku przeznaczyć 100 mln zł. Tyle bowiem kosztowała KGHM jednorazowa premia w wysokości 5 tys. zł brutto przyznana pracownikom w ubiegłym roku po wymuszeniu tego w maju na demonstracji od zarządu związkowcy.
Ale związkowcy chcą w tym roku więcej. Podkreślają, że od trzech lat w spółce płace nie rosły. - I w tym roku też ich nie będzie, bo przecież nie zwiększył się fundusz wynagrodzeń. Jest dokładnie taki sam jak w ubiegłym roku, jeśli nawet dodać tę premię wypłaconą jednorazowo. Będzie jeszcze gorzej, bo zarząd chce podwyżki dać uznaniowo, a nie wszystkim. Komuś trzeba będzie zabrać, żeby dać innemu. A my realnie co roku tracimy, bo przecież rośnie
inflacja, rachunki za czynsz i energię elektryczną - mówi Czyczerski.
- Zarząd chce, by podwyżki dostali pracownicy, którzy pracują pod ziemią, czyli najciężej. Nie może być tak, że pieniądze dostaną wszyscy tylko za samo przychodzenie do
pracy - mówi Anna Osadczuk, rzeczniczka KGHM.
Związkowcy nie zgadzają się na pomysł zarządu. - Jest na odwrót. Na pomyśle zarządu stracą szeregowi pracownicy, a zyska kadra kierownicza, która już i tak dobrze zarabia - odpowiada Czyczerski.
Osadczuk nie chciała odpowiedzieć na pytanie, czy zarząd rozważa zwiększenie
budżetu na podwyżki. - Trwają rozmowy w tej sprawie - ucięła.
Związkowcy dają sobie miesiąc na wypracowanie wspólnego stanowiska w tej sprawie.