Panowie się dziwią, ale tam biznes tylko od kuchni się robi, bo od frontu wchodzą największe firmy światowe - Jarosław Lazurko, prezes HCP Cegielski, ujawnia kulisy przygotowań do kontraktu w Azji.
Poznańskie zakłady HCP Cegielski słynące do niedawna z produkcji silników okrętowych ledwie zipią. Wraz z upadkiem polskiego przemysłu stoczniowego skończyły się zamówienia. Pod koniec ub.r. firma musiała zwolnić prawie 500 spośród 1,4 tys. zatrudnionych. Cegielski szuka ratunku w przemyśle energetycznym - chce produkować małe elektrownie i w tym celu przedstawiciele spółki zaczęli objeżdżać świat. Dwa tygodnie temu gruchnęła informacja, że będzie kontrakt na cztery elektrownie. W Bangladeszu.
Marcin Kącki, Lech Bojarski: Wiadomość o kontrakcie za 70 mln euro dla Cegielskiego przywiózł pan z egzotycznego kraju.
Jarosław Lazurko: Bangladesz - no tak, to brzmi egzotycznie. Ale mamy ze strony ich władz zielone światło i jesteśmy do inwestycji przygotowani pod względem technicznym. Chodzi o wybudowanie dwóch elektrowni po 10 MW i dwóch po 15 MW. To część bangladeskiego programu elektryfikacji obszarów wiejskich.
Na razie na gębę
Jak tam wygląda sytuacja z prądem?
- To u nich początek wielkich inwestycji, które w Europie mieliśmy na początku XX wieku. Dakka, stolica kraju, jest w nocy bardzo słabo oświetlona. Jest też wiele rejonów, gdzie wyłącza się prąd jak u nas w PRL-u. Tłumaczono mi, że jeśli jakaś fabryka ma duże zapotrzebowanie na produkcję np. nawozów sztucznych, to wyłącza się prąd w dużych partiach miasta, by tę fabrykę zasilić.
No to przed wami dużo pracy.
- Ale nasz interes nie został jeszcze domknięty. Bo musimy znaleźć instytucję, która zechce to kredytować. Rząd Bangladeszu mówi: kupimy od was elektrownię, ale zapłacimy pieniędzmi za wyprodukowaną energię. Ze wstępnych wyliczeń wychodzi, że taka inwestycja może się zwrócić w niespełna 10 lat.
Tyle że Cegielski potrzebuje tych pieniędzy już.
- Dlatego musimy znaleźć kogoś, kto kupi od nas te elektrownie i kogo stać, by poczekać te 10 lat na ich spłatę. Na czym oczywiście zarobi. Rozglądamy się za odpowiednią firmą i w kraju, i za granicą.
A ile czasu daje wam Bangladesz?
- Nie mamy tu zamkniętych ram, bo nie ma też jeszcze podpisanych żadnych umów.
To z czym pan przyjechał?
- Z obietnicą, że inwestycja będzie nasza.
?
- Muszę wam powiedzieć, jak tam robi się takie interesy, to zrozumiecie.
Lot bez wizy
Jak pan tam trafił?
- Mój znajomy ma znajomego, który zna odpowiednich ludzi w Bangladeszu.