Biznes Ludzie Pieniądze

Orlen wpuści Rosjan do Możejek?

Andrzej Kublik
05.02.2010 , aktualizacja: 28.02.2010 19:25
A A A Drukuj
Coraz więcej napięć między Polską a Litwą wywołuje kwestia przyszłości rafinerii w Możejkach. Czy z powodu sporów biznesowych z Wilnem polski koncern odda litewski zakład Rosjanom?
Litewskie problemy Orlenu z rurami
Litewskie problemy Orlenu z rurami
Już nie ma wątpliwości, że rozpoczęła się kolejna rozgrywka o przyszłość rafinerii w Możejkach, największej polskiej inwestycji zagranicznej. Na zakup akcji tego zakładu przez ostatnie trzy lata Orlen wydał 2,8 mld dol., pokonując w przetargu rywali z Rosji i Kazachstanu. A teraz ci rywale mają szanse zostać partnerem Orlenu w zarządzaniu litewskimi zakładami. Ma na to ochotę koncern TNK-BP zarządzany przez grupę rosyjskich oligarchów. W ostatni piątek dziennikarzom w Moskwie otwarcie zapowiedział to Herman Chan, dyrektor zarządzający i wspólnik rosyjskiego koncernu.

- Przeprowadziliśmy z PKN wstępne konsultacje w tej sprawie, ale żadnego papieru jeszcze nie podpisaliśmy - powiedział Chan cytowany przez agencję Reuters. Prezes Orlenu Jacek Krawiec nie komentuje wypowiedzi Chana o wstępnych konsultacjach i tylko wymijająco stwierdza, że Orlen nie prowadzi teraz negocjacji w sprawie wprowadzenia inwestora strategicznego do litewskiej spółki.

Ale to właśnie zarząd Orlenu wabi rosyjskich nafciarzy do Możejek. Jeśli któraś z rosyjskich firm zwróci się z propozycją współpracy na Litwie, to rozmowy zostaną podjęte - zapowiedział polski koncern w połowie lutego. Wtedy też Orlen po raz pierwszy oficjalnie przyznał, że rozważa współpracę w Możejkach z inwestorem strategicznym z Rosji.

To był nieoczekiwany zwrot w strategii polskiego koncernu. Zaledwie tydzień wcześniej prezydent Litwy Dalia Grybauskaite ujawniła, że premier Rosji Władimir Putin powiedział jej, iż Polacy rozmawiają z Rosjanami o sprzedaży udziałów rafinerii w Możejkach. Wtedy Orlen zaprzeczał tym doniesieniom.

- Pomysł znalezienia dla Możejek partnera strategicznego, który ma własne zasoby ropy, oraz związek kapitałowy Orlenu z takim partnerem na Litwie jest dobry - mówił "Gazecie" Igor Chalupec, który jako prezes Orlenu w 2006 r. doprowadził do przejęcia litewskiej rafinerii.

Spór o interesy?

Orlen twierdzi, że zaczął myśleć o inwestorze strategicznym dla Możejek, bo jest "zdeterminowany", by zwiększyć rentowność swojej litewskiej inwestycji.

Przetarg na zakup akcji litewskiej rafinerii polski koncern wygrał w maju 2006 r. i wkrótce potem awaria na terenie Rosji zniszczyła ropociąg tłoczący ropę do jednej z białoruskich rafinerii i na Litwę. Rurę naprawiono na tyle, by wznowić dostawy ropy do białoruskiej rafinerii. Ale na Litwę ropa już nie popłynęła i Moskwa nie zgodziła się, by naprawili ją Litwini. Od tego czasu zakład w Możejkach przerabia ropę dostarczaną tankowcami. Może być droższa od ropy dostarczanej rurą, ale nie musi tak być. Rachunków w tej sprawie Orlen nigdy nie przedstawił.

Także w oficjalnych raportach Orlenu sytuacja Możejek nie rysuje się w tak czarnych barwach, jak sugerują wypowiedzi szefów polskiej spółki. W zeszłym roku litewska spółka Orlenu miała 13,2 mld zł przychodów, o ponad 2 mld zł więcej niż należący do grupy Orlenu czeski Unipetrol. Strata netto litewskiej spółki, która w zeszłym roku wyniosła 165 mln zł, też była o 17 mln zł mniejsza od straty Unipetrolu. Nie słychać jednak, by Orlen był też "zdeterminowany", by poprawić wyniki w Czechach.

Prawdziwym problemem jest teraz spór o litewski państwowy terminal do przeładunku paliw w Kłajpedzie, który rozpala się od momentu, gdy w Orlenie rządzi ekipa prezesa Jacka Krawca. - Chodzi nam o przejęcie kontroli operacyjnej w Kłajpedzie, o czym mówimy od początku naszej kadencji - powiedział w ostatni czwartek Krawiec.

Terminal w Kłajpedzie wysyła na eksport większość paliw produkowanych w rafinerii w Możejkach. Problem w tym, że większość tych paliw z rafinerii jest transportowana do terminalu kosztownym transportem kolejowym. Polski koncern ma tak wielkie zastrzeżenia do rachunków wystawianych przez litewskie koleje, że rozważa w tej sprawie skargę do UE, i by ściąć wydatki przy spedycji paliw na eksport, zaproponował, że połączy rurociągiem rafinerię w Możejkach z terminalem w Kłajpedzie. Ale o takiej inwestycji polski koncern nie chciał rozmawiać z Litwinami, dopóki nie zyska kontroli nad państwowym teraz terminalem.

O tym Wilno nie chce słyszeć. - Terminal w Kłajpedzie to jedyny terminal, jaki posiadamy nad Bałtykiem. Potrzebujemy go dla naszego bezpieczeństwa. To terminal, który mógłby zostać użyty w sytuacji, gdyby coś dramatycznego się wydarzyło - tłumaczył w połowie lutego Deividos Matulionis, szef kancelarii premiera Litwy Andriusa Kubiliusa.

I jeśli Orlen zapowiedzią wprowadzenia rosyjskiego partnera do rafinerii w Możejkach chce zmiękczyć Litwinów, to ryzykuje, że osiągnie efekt odwrotny do oczekiwanego i doprowadzi do usztywnienia stanowiska Wilna. Zapowiedzi Orlenu już skrytykował premier Kubilius. - Nie chciałbym, by za pośrednictwem polskich inwestycji strategicznych, które wspieramy, na Litwę przyszedł bardzo niepożądany kapitał - powiedział szef litewskiego rządu.

Kryzys zaufania?

Przypuszczam, że także w Polsce wybuchłyby spory, gdyby prywatny inwestor chciał przejąć naszą kluczową infrastrukturę do eksportu i importu paliw, zyskując w ten sposób monopol na rynku. A co się stanie, jeśli zmonopolizowany rynek ta prywatna firma odstąpi "niepożądanemu" inwestorowi? Opory Wilna można zrozumieć.

Można też zrozumieć, że Orlen chce poprawić rentowność swojego litewskiego interesu, obniżając koszty spedycji paliw na eksport. Być może jednak Orlen chce mieć kontrolę nad terminalem w Kłajpedzie jeszcze z jednego powodu. Bo obawia się, że konkurenci wykorzystają ten port, by podcinać interesy polskiej firmy na Litwie. Na początku roku głośno było o tym, że rosyjski koncern Łukoil zaczął przez Kłajpedę sprowadzać na Litwę paliwo z rafinerii w Europie Zachodniej. Taka konkurencja może być sporym wyzwaniem dla Orlenu, który niemal od podstaw budował na Litwie rynek zbytu dla produktów z Możejek i jeszcze musi zainwestować sporo w modernizację litewskich zakładów.

Tak sprzeczne interesy da się pogodzić. Jednak to, że dotąd nie udało się tego zrobić, sugeruje, że prawdziwym problemem może być kryzys zaufania między Orlenem i władzami Litwy. Największy cios polsko-litewska unia paliwowa otrzyma, kiedy się okaże, że trzeba było ściągnąć arbitra z Rosji, by rozwiązać ten kryzys.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów