Biznes Ludzie Pieniądze

Prywatyzujmy, bo na rynku są pieniądze! Co idzie pod młotek?

Tomasz Prusek, Konrad Niklewicz
01.03.2010 , aktualizacja: 12.03.2010 14:20
A A A Drukuj
25 mld zł chce uzyskać w tym roku rząd z prywatyzacji. I może mu się udać, bo za granicą nie brakuje taniego kapitału, Kowalski z chęcią wyciągnie pieniądze ze skarpety czy lokaty, a do OFE i funduszy inwestycyjnych cały czas płynie gotówka. Tylko trzeba się pospieszyć, by nie popsuła się koniunktura
Aleksander Grad
Aleksander Grad
Dochody z prywatyzacji to podstawa rządowego planu stabilizacji finansów publicznych. Rada UE i Komisja Europejska dały nam czas do 2012 r. na zbicie deficytu budżetowego do 3 proc.

Po niespełna dwóch i pół miesiącach skarb państwa ma na koncie nieco ponad 5 mld zł zarobione na sprzedaży mniejszościowych pakietów akcji koncernu miedziowego KGHM, energetycznej Enei i naftowego Lotosu. Oraz z ostatniej transakcji - sprzedaży kontrolnego (de facto) pakietu akcji kopalni Bogdanka.

W tym ostatnim przypadku, akcje zostały sprzedane Otwartym Funduszom Emerytalnym. W pozostałych przypadkach akcje trafiły do krajowych i zagranicznych instytucji finansowych, zwiększając płynność handlu na warszawskiej giełdzie.

Uczestnicy rynku kapitałowego dobrze oceniają współpracę z resortem skarbu. - Ministerstwo pracowało do późnych godzin, nie miało problemu z podejmowaniem szybkich decyzji - można usłyszeć od osób zbliżonych do tych transakcji.

Takich prywatyzacji będzie jeszcze więcej: nie jest wykluczone, że to sprzedaż akcji prywatyzowanych spółek na rynku kapitałowym - w drodze debiutu giełdowego (tak jak w przypadku PZU) albo inwestorom finansowym (np. funduszom emerytalnym) - przyniesie więcej prywatyzacyjnych dochodów niż sprzedaż spółek bezpośrednio inwestorom strategicznym.

Przez giełdę czy strategicznemu?

Obydwa sposoby prywatyzacji mają zalety i wady. Za pierwszą formą sprzedaży przemawia przejrzystość oferty publicznej i wyznaczenie wyceny akcji przez rynek, za drugą zdobycie przez prywatyzowaną spółkę kapitału na inwestycje i know-how inwestora branżowego, co szczególnie potrzebne jest branży energetycznej, którą czekają wielkie inwestycje. Mocną stroną inwestorów strategicznych jest to, że mają gotówkę w ręku. Przykładowo niemiecki koncern RWE (wciąż wymieniany jako potencjalny nabywca Enei) w 2009 r. miał 7 mld euro zysku, przy obrotach rzędu 50 mld euro!

Wybór metody prywatyzacji ma znaczenie także dla załóg, bo związki zawodowe mają duże możliwości negocjowania pakietów socjalnych z inwestorem branżowym, a przy prywatyzacji przez giełdę nie mają z kim rozmawiać. Na sprzedaż choć jednej akcji przez skarb państwa wyczekują posiadacze darmowych akcji pracowniczych, bo dopiero od tej chwili liczy się dwuletni okres, po którym mogą oni zbywać posiadane papiery.

Można z grubsza oszacować, że przez giełdę sprzedane zostaną akcje warte 10-15 mld zł (głównie PZU i małe pakiety akcji spółek energetycznych), zaś na resztę będą poszukiwani inwestorzy strategiczni. Nie sposób przeprowadzić dziś dokładnych szacunków, bo np. wciąż nie wiadomo jeszcze dokładnie, ile akcji PGE sprzeda państwo.

Ale i tak oznacza to jedno - przez następne dziesięć miesięcy będziemy świadkami największego drenowania rynku w historii III RP.

Kto to wszystko kupi?

Ministerstwo Skarbu jest przekonane, że na rynku kapitałowym znajdzie się kilkanaście miliardów, by to wszystko kupić. - Nie przygotowaliśmy specjalnych ekspertyz, bo przy tak rozchwianych rynkach nie zdałyby się one na wiele - mówi "Gazecie" wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz. - Obserwujemy rynek, prowadzimy rozmowy z OFE, funduszami inwestycyjnymi, funduszami private equity, domami maklerskimi. Kalendarz naszych działań konstruujemy w taki sposób, żeby nie kumulować ofert.

- Rynek będzie w stanie kupić akcje prywatyzowanych spółek skarbu państwa - potwierdza Jacek Socha, były minister skarbu, obecnie partner w firmie doradczej PriceWaterhouseCoopers. - Także dlatego, że to jedna z ostatnich szans na udział w dużych prywatyzacjach. Można nawet żałować, że skarb nie zdecydował się sprzedać większego pakietu PZU już teraz.

Kto zatem ma pieniądze na prywatyzowane spółki?

- Kowalski sięga po oszczędności. Bo ma ich sporo w skarpecie i chce je ulokować na giełdzie. Gdyby wnioskować li tylko po niedawnej sprzedaży pierwszego pakietu akcji PGE, to mogłoby się okazać, że inwestorzy indywidualni mogliby kupić na pniu wszystko, co w tym roku oferuje skarb państwa. Przypomnijmy: zamówili akcje PGE warte 25,6 mld zł!

Oczywiście nie mają tyle gotówki w kieszeni - masowo posiłkowali się kredytami. Zakładając, że zaciągali najpopularniejsze pożyczki dziesięciokrotnie przewyższające wkład własny, z własnej kieszeni byli w stanie wyłożyć z grubsza 2-3 mld zł. I to w zupełności wystarczyłoby, by na pniu kupić detaliczną pulę PGE wartą 900 mln zł.

Wiele wskazuje na to, że rekord PGE nie zostanie już chyba nigdy pobity, bo warszawska giełda ma pomysł, aby zmodyfikować sposób sprzedaży akcji dla najmniejszych inwestorów, aby nie pompować popytu przez kredyty bankowe.

- Wyodrębniona zostanie pula akcji, która będzie się rządziła własnymi prawami. Chodzi o to, aby zapis na nie nie był redukowany. Każdy inwestor indywidualny będzie mógł złożyć tylko jeden taki zapis, co będzie kontrolowane przez GPW i domy maklerskie. W razie potrzeby oferujący może zwiększyć pulę akcji gwarantowanych. Taki mechanizm może być zastosowany już przy pierwszej tegorocznej ofercie prywatyzacyjnej - mówi prezes GPW Ludwik Sobolewski.

Ilu drobnych inwestorów może zapisać się na akcje PZU czy Taurona? Tego nie wie nikt. Na papiery PGE złożono 60 tys. zapisów. Wcześniejsze oferty KGHM i PKO BP przyciągnęły po blisko 200 tys. chętnych.

- Liczba rachunków inwestycyjnych bardzo wzrośnie w 2010 r. - przewiduje prezes Sobolewski. Na koniec 2009 r. Polacy mieli otwartych 1,1 mln rachunków. Ale nie wszystkie były aktywne. Na szczęście duże oferty budzą uśpionych inwestorów. W pierwszym półroczu ub.r. aktywnych było 176 tys. rachunków, a w drugiej połowie roku, gdy przeprowadzono ofertę PGE - już 255 tys. Można zaryzykować stwierdzenie, że do udziału w tegorocznych wielkich ofertach prywatyzacyjnych można bez problemu zmobilizować ćwierć miliona inwestorów. Resort skarbu może dodatkowo zachęcić do zakupu akcji, stosując wypróbowane metody, np. dając upust od ceny emisyjnej dla instytucji finansowych, przydzielając akcje premiowe (za darmo lub za pół ceny) za przetrzymanie określonych pakietów przez dłuższy czas. Na razie jednak ministerstwo nie zdradza, czy zdecyduje się na którąś z tych zachęt.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy