Swoje stanowisko przekazało już minister
pracy Jolancie Fedak. Popiera w nim przygotowany przez jej resort projekt ustawy obniżającej składki do
OFE z dzisiejszych 7,3 do 3 proc. Reszta zostałaby w ZUS.
"Zapewni ono zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa" - napisał Dariusz Daniluk, podsekretarz stanu w MF. Niższy będzie
dług publiczny i
deficyt budżetowy. "Poprawie ulegnie zatem stan finansów państwa" - czytamy w nim.
Resort finansów chwali też możliwość wypłaty pieniędzy z OFE. Osoba, która ukończy 65 lat, mogłaby wziąć swoje pieniądze uskładane w OFE i wydać je, na co zechce. Choćby na wakacje pod palmami.
Ministerstwu podoba się też pomysł, żeby Polacy na pięć lat przed przejściem na emeryturą mogli przestać płacić do OFE i wszystkie uzbierane w nich oszczędności przekazać do ZUS.
Proponuje nawet, żeby osoby, które zaczęły
pracę już po wejściu w życie reformy emerytalnej, musiały na 5 do 15 lat przed przejściem na emeryturę przenieść pieniądze z OFE do ZUS. Dotyczyłoby to kobiet między 45.-55. rokiem życia i mężczyzn w wieku 50-60 lat.
Dzięki temu będzie można dokończyć reformę emerytalną "bez konieczności powoływania do życia kolejnych kosztownych instytucji" - przekonuje resort finansów. Chodzi o powstanie zakładów emerytalnych, do których trafiłyby nasze oszczędności z OFE po przejściu na emeryturę. Ich powstanie zawetował rok temu prezydent Lech Kaczyński.
- Te propozycje to bomba z opóźnionym zapłonem. Po jednorazowej wypłacie oszczędności wiele osób w krótkim czasie może nie mieć środków do życia. Będą zmuszone wyciągnąć rękę po pomoc do państwa - uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.
- Nie można niszczyć systemu emerytalnego dla chwilowych korzyści budżetowych - ostrzega Michał Rutkowski, współtwórca reformy emerytalnej, dziś dyrektor w Banku Światowym.
Trudno znaleźć eksperta, który popiera propozycje resortu pracy. Suchej nitki nie zostawili na nich ekonomiści, pracodawcy i związkowcy z "Solidarności". Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegała, że to "decyzje podporządkowane bieżącym i krótkookresowym celom politycznym". NBP zarzucał minister, że jej propozycje przyczynią się tylko do utraty zaufania do systemu emerytalnego. Przeciw byli nawet minister Michał Boni i szef resortu skarbu Aleksander Grad.
Zmian nie chcieli też członkowie OFE. W sondażu przeprowadzonym przez ARC Rynek i Opinia dla Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych 59 proc. z nich było przeciwnych obniżce składki do OFE. Byli przekonani, że to "skok na kasę", a ministrowie chcą w ten sposób ukryć rzeczywiste zadłużenie państwa. Obawiali się też, że obniżka niekorzystnie odbije się na wysokości emerytur.
Pod koniec stycznia od pomysłów Fedak odciął się premier Donald Tusk. W rządowym planie konsolidacji finansów o obniżce składki do OFE nie ma ani słowa. Zakłada on za to wprowadzenie bezpiecznych funduszy dla osób zbliżających się do emerytury, nowy system oceniania wyników OFE, zakaz akwizycji i reklamy oraz dalsze obniżanie opłat pobieranych przez towarzystwa emerytalne.
Przygotowaniem nowego projektu zmian w OFE miała się zająć rada do spraw gospodarczych przy szefie rządu, na której czele stoi były premier i były prezes PKO BP Jan Krzysztof Bielecki.
Chcieliśmy wczoraj zapytać rzecznika rządu Pawła Grasia, kto odpowiada za przygotowanie zmian w OFE. Nie udało nam się jednak z nim skontaktować.