Biznes Ludzie Pieniądze

Branża reklamowa przestała wybrzydzać. Fryzjer równie ważny jak koncern

Vadim Makarenko, Tomasz Grynkiewicz
01.03.2010 , aktualizacja: 02.03.2010 13:47
A A A Drukuj
Po latach ścigania się o budżety dużych koncernów branża reklamowa coraz niżej schyla się po pieniądze małych firm. Armia fryzjerów i ślusarzy w internecie staje się równie ważna jak koncerny L'Oréal czy Pepsico.
Przychody z e-reklamy w Polsce
Przychody z e-reklamy w Polsce
Wydatki na reklamę w mediach
Wydatki na reklamę w mediach
Gdy kilka lat temu TVN zabiegał o kontrakt reklamowy z Procter & Gamble, w siedzibie polskiej filii koncernu osobiście pojawił się Piotr Walter, ówczesny prezes stacji. Gdy Polsat podpisywał umowę z koncernem Henkel, Zygmunt Solorz-Żak zabrał przedstawicieli spółki na kolację.

Na taką kolację fryzjer z Grójca czy weterynarz z Ciechocinka zaproszenia nie dostanie. Nic dziwnego - tam, gdzie pojawiali się Walter i Solorz, chodziło o wielomilionowe interesy. A ceny reklam w telewizji, a nawet radio, są poza zasięgiem drobnych przedsiębiorców.

Inaczej w internecie. Tam kilkaset złotych, które może wydać fryzjer czy fotograf, nagle nabiera znaczenia. Trzeba tylko jak najwięcej z nich przekonać do reklamy w sieci. I firmy ostro się do tego zabrały.

- W Polsce wciąż mało firm korzysta z linków sponsorowanych - mówi Artur Waliszewski, szef polskiego oddziału Google. Na niepozornych linkach pojawiających się przy wynikach wyszukiwania koncern zarobił w minionym roku na całym świecie ponad 20 mld dol. Waliszewski ocenia, że z tej formy reklamy korzysta w Polsce kilka, maksymalnie kilkanaście procent firm.

Wczoraj polski oddział koncernu rozpoczął kolejny etap promocji. Małym i średnim firmom rozdaje kupony na reklamę internetową warte 250 zł. Do końca marca ma je otrzymać blisko milion przedsiębiorców.

- W ten sposób Google buduje ogromną bazę klientów. Małe firmy, choć mają niewielkie budżety, generują stabilne przychody, w mniejszym stopniu podatne na wahania koniunktury gospodarczej - ocenia Jakub Bierzyński, szef grupy domów mediowych OMD.

Wie o tym należący do grupy TVN portal Onet.pl. W kryzysowym 2009 r. zarobił 180 mln zł, czyli o 4 proc. mniej niż w 2008 r. Za to wyraźnie na plus zaskoczył jego serwis Zumi.pl, w którym na mapach cyfrowych ogłaszają się małe i średnie firmy, płacąc za podanie numeru telefonu, adresu strony WWW czy godzin otwarcia. Przychody serwisu w ciągu roku wzrosły o 36 proc. - do 24 mln zł.

O małe i średnie firmy bije się też Agora (wydawca "Gazety Wyborczej"). - Promocja w wyszukiwarkach to coraz częściej równie oczywisty krok jak założenie strony internetowej - mówi Maciej Woźniak, szef firmy SearchLab należącej do Agory. Zarabia ona na prowadzeniu kampanii w Google dla innych firm czy poprawianiu ich pozycji w wyszukiwarce. Klienci? - Ślusarz, DJ weselny, fotograf, instruktor jazdy, właściciel warsztatu samochodowego. Ale są też kliniki medyczne, szkoły językowe czy restauracje - wylicza Woźniak.

Jest o co walczyć. Według szacunków IAB i PricewaterhouseCoopers w pierwszych trzech kwartałach minionego roku wydatki na marketing w wyszukiwarkach wyniosły 250 mln zł, co daje 28 proc. rynku reklamy internetowej. A jest jeszcze rynek książek telefonicznych szacowany na 350-370 mln zł. Blisko dwie trzecie tej kwoty polskie firmy wciąż wydają na reklamę w papierowych książkach. Ale to się szybko zmienia. Cztery lata temu udział reklam internetowych w przychodach wydawcy Panoramy Firm (Eniro Polska) wynosił 13 proc. Dziś - 24 proc.

- Firmy w takich miastach jak np. Chełm czy Legnica zwiększają swoje wydatki na reklamę w papierowej edycji. Natomiast w dużych miastach jak Warszawa czy Poznań rosną nasze przychody z internetu - mówi Piotr Strzałkowski, prezes PKT.pl (Polskie Książki Telefoniczne), rywala Eniro.

Czy wydawcy książek telefonicznych nie boją się ofensywy Google? - Z badań wynika, że samodzielnie stworzyć stronę lub wizytówkę w sieci, korzystając z narzędzi Google, potrafi tylko ok. 15 proc. przedsiębiorców w Europie. W Polsce pewnie jeszcze mniej - uważa Strzałkowski. Jego zdaniem spora część firm nie będzie wiedziała, co ma zrobić z otrzymanym kuponem. Magdalena Wypychowicz, członek zarządu Eniro Polska, dodaje, że bez wsparcia profesjonalnego zespołu sprzedawców oferta Google może trafić w próżnię. Ale rynek próżni nie znosi - w sieci łatwo można znaleźć oferty dziesiątków firm, które - jak agencja Kompan.pl - kupony na reklamy w Google i testową kampanię o wartości 200-300 zł oferują nawet za darmo.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów